lundi 19 décembre 2011

Wigilia stadka ateistów.

Wczoraj, a właściwie przedwczoraj, jak co roku mój przyjaciel, Łukasz, zorganizował coś w rodzaju wigilii. To już trzeci raz kiedy spotykamy się w gronie znajomych tuż przed przerwą świąteczną żeby pobyć trochę razem, wyluzować się, pośmiać i najeść. Dwie pierwsze wigilie odbywały się tylko w gronie znajomych ze studiów, ale w tym roku zmieniliśmy trochę skład i w rezultacie bawiliśmy się jak jeszcze nigdy. Policzki bolą mnie od śmiechu.
Moi :)

Było wino, było sushi, był łosoś, były pierogi i wiele innych smacznych rzeczy. I rozmowy o wszystkim i o niczym.

Łukasze dwa i ja w oczekiwaniu na pierogi.
Lubię te nasze spotkania kiedy mogę napić się spokojnie wina w miłej atmosferze, pożartować i zapomnieć o problemach. Nie jest to impreza, po której wszyscy leżymy pod stołem i zdychamy na kaca. O nie... To jest impreza jaką lubię - z pewną dozą "kurtuazji". Można powiedzieć, że elegancka, bo "obowiązują stroje wieczorowe".

I w komplecie. :)