jeudi 2 février 2012

DALF C1.

Dzisiaj zdawałam Diplôme Approfondi de la Langue Française. W skrócie: DALF na poziomie C1. Mogłam w sumie porwać się na C2, ale pierwszy raz pisałam taki egzamin w życiu i nie wiedziałam tak naprawdę jak to wygląda i jak będziemy oceniani. Okazało się, że więcej było stresu niż to wszystko warte.

Ale najpierw parę słów wstępu... DALF jest to międzynarodowy certyfikat potwierdzający znajomość języka francuskiego. Można go pisać na dwóch poziomach: C1 i C2 (biegły). DALF ma "młodszego brata", czyli egzamin DELF (Diplôme d'études en langue française), który dzieli się na cztery poziomy: A1 i A2 (poziom podstawowy) oraz B1 i B2 (poziom samodzielności). DALF jest niezbędny przy rekrutacji na studia we Francji.

Jak wygląda sam egzamin? Składa się on z czterech części:
- compréhension orale (rozumienie ze słuchu)
- compréhension des écrits (rozumienie tekstu pisanego)
- production écrite (pisanie)
- production orale (wypowiedź ustna)


Egzamin pisemny (3 pierwsze części) trwa łącznie 4 godziny (bez przerwy), a egzamin ustny 1,5 (60 minut na przygotowanie i 30 minut egzaminu).


Dzisiaj mało osób zdawało DALFa, więc komisja postanowiła załatwić egzamin pisemny i ustny za jednym zamachem. Innymi słowy: spędziłam cały dzień w Instytucie Francuskim.

Wszystko zaczęło się o 9:30. Nie powiem, że się nie stresowałam, bo ręce mi się trzęsły niesamowicie. Spodziewałam się czegoś gorszego, ale zaraz jak usłyszałam pierwsze nagranie jakoś mi wszystko przeszło, bo okazało się, że to wcale nie jest jakiś mega wysoki poziom (ok... dla mnie nie był to mega wysoki poziom). Rozumienie ze słuchu zawierało 2 ćwiczenia i 3 nagrania. Pierwsze ćwiczenie dotyczyło 6-minutowego wywiadu o sztuce współczesnej z przewodniczącym FRAC i jeszcze jakimś gościem. Do nagrania było 11 pytań otwartych i zamkniętych. Niektóre były nawet podchwytliwe. Pierwsze nagranie było puszczone dwa razy. Drugie ćwiczenie dotyczyło dwóch krótkich informacji radiowych, których słuchaliśmy po razie. Pierwsza dotyczyła trupy składającej się z osób głuchoniemych i słyszących. Co śmieszniejsze, ze dwa tygodnie temu czytałam o niej artykuł. Drugi mówił o wyrzucaniu opakowań z marketów, siatek etc. Cała ta część trwała 40 minut.

Druga część egzaminu trwa 50 minut (z zegarkiem w ręku). Każdy z nas dostał dwustronicowy artykuł o retuszu zdjęć i, o ile dobrze pamiętam, 20 pytań do tego. Również otwartych i zamkniętych. Trochę mi to przypominało rozumienie tekstu pisanego z matury z polskiego. "Wskaż fragment w tekście mówiący o...", "zaznacz prawda/fałsz i uzasadnij...". Ogółem przyjemny tekst.

Pisanie własnych wypocin trwa 2 godziny i 30 minut (również z zegarkiem w ręku). Mamy do napisania dwa teksty: syntezę na 200-240 słów na podstawie dwóch artykułów oraz esej argumentacyjny na podany temat. Syntezę robiliśmy na II roku studiów. Wujek Eric wszystkiego nas pięknie nauczył... Problem polegał na tym, że my pisaliśmy syntezy na 400-600 słów, a nie na 200-240, gdzie nie można porządnie się rozpędzić. Pierwszy artykuł był o ilości książek w księgarniach, o tym, że się nie sprzedają, a pisarze są w beznadziejnej sytuacji (Pisać czy nie pisać... Oto jest pytanie!). Drugi z kolei mówił o e-bookach i ich zaletach oraz wadach. Synteza polega na tym, że trzeba na podstawie tych artykułów przedstawić ogółem problem. Moja pierwsza wersja opiewała na prawie 400 słów... I zrobił się problem. Zaczęłam więc skracać, a w rezultacie napisałam to od nowa, skrócone do absolutnego minimum. Ale zmieściłam się w przedziale! Tak dopieszczałam tę moją syntezę, że zapomniałam o eseju. Przypomniałam sobie o nim kiedy usłyszałam jak pani z komisji informuje nas, że zostało jeszcze 70 minut do końca. Nie było czasu żeby pisać na brudno, a potem przepisywać. Temat: jesteś wielbicielką nowych technologii. Uzasadnij swoje uwielbienie do e-booków. Dzieło mojego życia to, to nie było...

Z sali wyszłam 5 minut przed końcem wyczerpana i głodna jak wilk, ale zadowolona. Naprawdę nie wiem czemu nie porwałam się na C2, skoro C1 okazał się za łatwy... Przerwa na pizze i powrót do Instytutu, żeby najpierw pokibicować Basi i Łukaszowi, a potem stresować się własnym egzaminem... który również okazał się bardzo przyjemny. Przygotowywałam się od 18:15 (bo jak zwykle byłam ostatnia na liście). Wylosowałam artykuły na temat: jaką rolę w życiu pełni praca? Pierwsza myśl: o kur... Na podstawie tych artykułów trzeba zaprezentować expose, czyli gadać ile wlezie i ile się wie. Po expose następuje dyskusja z jury. Nauczona doświadczeniem z innych egzaminów ustnych, skonstruowałam sobie wypowiedź w taki sposób, żeby komisja pytała mnie o to, o co chcę żeby mnie zapytała, m.in. dlaczego wybrałam sobie zawód, który jest zgodny z moimi zainteresowaniami, a nie z wysokością wynagrodzenia. No i tak było. W sumie egzamin zamiast trwać 30 minut, trwał 20. Wyszłam zadowolona i zmęczona.

Wyniki za dwa tygodnie.

Wniosek ogólny: Nie taki diabeł straszny jak go malują. Egzaminy z francuskiego na romanistyce są gorsze, bardziej wyczerpujące i... trudniejsze.