mardi 29 mai 2012

Paletki Sleek.


 Poprzednim razem było o mojej kolekcji szminek (do której niedawno doszły dwie nowe), to teraz będzie o mojej kolekcji cieni. Nie mam jednak zamiaru pokazywać wszystkich cieni jakie mam, ale skupię się na mojej ulubionej firmie - Sleek.
Paletki Sleeka posiadają 12 kolorów, są niesamowicie napigmentowane i niedrogie (ok. 30zł na Allegro). Obecnie w mojej kolekcji mam ich 7, ale ósma powinna przyjść jutro albo pojutrze. :)

Storm
Storm była moją pierwszą paletką. Wybrałam ją żeby zapoznać się z cieniami, ich fakturą i sposobem nakładania. Na początku używałam tylko neutralnych odcieni (szczególnie matowego brązu do brwi, który sięgnął dna), ale w końcu przekonałam się też do innych kolorów, szczególnie go perłowego granatu, który wybrałam na moje wielkie wyjście w Paryżu. Bardzo często używałam też tej paletki, kiedy malowałam się do pracy.

Paraguaya
Paraguaye kupiłam zachęcona pozytywnymi recenzjami i niestety przepłaciłam. Rzadko używam tej paletki, mimo że kolory ma cudowne. Najciemniejszy cień niestety przyjechał do mnie rozsypany, więc musiałam go skleić na alkohol. ;) I ma jeszcze jeden minus: Dwa perłowe, jasne odcienie po lewej mnie uczulają.

Sparkle
Sparkle składa się z cieni naszpikowanych brokatem. Kupiłam ją z myślą o imprezach i sprawdza się idealnie (mimo brokatu osypującego się na policzki). Czasami używam jej też na dzień, kiedy mam ochotę na ostrzejszy makijaż albo do robienia kresek. Do paletki dorwała się moja mama, która namiętnie używa srebrnego cienia.

Acid
Acid kupiłam, ponieważ nie mogłam dostać paletki Circus. Ma cudowne kolory, które służą mi głównie do kresek i cudne neony, których rzadko używam. Może nie jest to najbardziej "wyjściowa" paletka, ale i tak ją lubię.

Oh so special
 Oh so special znalazła się w mojej kolekcji, ponieważ nie mogłam się zdecydować między tą paletką a Au Naturel. Kiedy ją dostałam, używałam jej z uporem maniaka. Upór maniaka już mi przeszedł i tym samym rzadko po nią sięgam. Sprawdziła się jednak podczas mojego krótkiego wypadu do Francji w grudniu ubiegłego roku, ponieważ dzięki niej udało mi się wykonać zarówno makijaż dzienny, jak i wieczorowy.

PPQ Me, myself & eye
Kiedy zobaczyłam PPQ Me myself & eye po raz pierwszy, pomyślałam "Jakie niedobrane kolory..." Potem przyjrzałam się paletce bliżej i tak stała się moją ulubioną. Absolutnie ją uwielbiam.

Au naturel
Na Au Naturel skusiłam się kiedy zakochałam się w ciemnych szminkach na moich ustach. Sprawdza się idealnie do makijażu dziennego, wieczorowego, sesyjnego etc. Jednak będąc miłośniczką kolorów, nie zadowoliłabym się tylko tą paletką. Jest ok, kiedy chcę wyglądać klasycznie, ale, jak mówi moja siostra, dupy nie urywa.

Teraz czekam na paletkę Ultra Mattes V2. :)

dimanche 27 mai 2012

Bijou.

Słuchawki Accessorize, 49,90 zł

Nie jestem wielką fanką biżuterii. Jeśli już się nią obwieszę, to ma dla mnie wartość sentymentalną. Jedyną biżuterią jaką noszę prawie bez przerwy są kolczyki w uszach. Mam ich 5 w lewym uchu i 1 w prawym (kiedyś miałam 7 w lewym i 3 w prawym). Jakiś czas temu wyjęłam kolczyki żeby dać odpocząć moim uszom...i odkryłam, że jestem straszną gadżeciarą.
Akurat popsuły mi się słuchawki dołączone do mojego telefonu, więc przy najbliższej okazji skusiłam się na słuchawki Skullcandy (49,90zł w sklepie Sizeer), które padły mi w ubiegły piątek po 1,5 miesiąca używania. Nie maltretowałam ich, nie zwijałam w chińskie s, nawet ostatnio nie słuchałam muzyki tak często, bo jestem w trakcie czytania Nędzników. Wściekłości nie było końca. Rzadko wydaję więcej niż 2 dychy na słuchawki, więc oczekuję czegoś więcej od tych droższych.
Humor poprawiłam sobie wczoraj w Accessorize, gdzie oczka mi się zaświeciły na widok słuchawek z różnymi uroczymi przypinkami. Po długim namyśle wybrałam ciasteczka. Podobno słuchawki mają 2-letnią gwarancję, ale jeszcze nikt z niej nie skorzystał. Zobaczymy...
Na razie te słuchawki będą moją jedyną biżuterią.

samedi 12 mai 2012

3 książki, bez których nie mogę żyć.

Pisałam już o literaturze tutaj, ale nie wspomniałam o moich 3 ulubionych książkach. Właściwie 2 i jednej serii...
Czytać lubię. Pochłaniam książki namiętnie. Kiedyś czytałam praktycznie wszystko, co mi wpadło z ręce, więc przeszłam przez Harry'ego Pottera, kroniki Anne Rice, świecący Zmierzch, filozofię Coelho, horrory Kinga, alter ego Whartona i wiele innych. Z wiekiem nauczyłam się jednak wybierać książki, które najbardziej mi odpowiadają. Przyznaję się bez bicia, że rzadko je kupuję, bo szkoda mi pieniędzy na książkę, którą przeczytam raz. Wolę takową wypożyczyć z biblioteki. Jednak kiedy coś mnie zainteresuje, to wracam i maltretuję papier dopóki nie zaczytam go na śmierć.
Dziś prezentuję 3 książki, które są bliskie zaczytania na śmierć.

William Wharton Rubio

William Wharton Rubio
Tę książkę odkryłam w 2003 roku, zaraz po premierze. Poszłam do księgarni z mamą żeby kupić jakieś dzieło Coelho, które poleciła mi koleżanka. Moja mama kiedyś zaczytywała się w Ptaśku Whartona, więc widząc nowiutką pozycję pisarza musiała się na nią skusić. Mimo że mając 13-14 lat czytałam wszystko, co wpadło mi w ręce, do Rubia podchodziłam jak pies do jeża. Jednak kiedy w końcu zabrałam książkę ze sobą do łóżka, przepadłam totalnie i bez reszty. Historia mnie wciągnęła, mimo że wszystkie moje ówczesne koleżanki okrzyknęły książkę romansidłem lub poradnikiem budowlanym. Dla mnie to nie było romansidło. Ani poradnik małego majsterkowicza. To była piękna, tragiczna historia o miłości dwójki ludzi.

Rubio opowiada historię 33-letniego Amerykanina, który, po rozstaniu z żoną, szuka swojego miejsca na ziemi. Po pobycie w Paryżu trafia na południe Hiszpanii, w okolice Malagi. Postanawia się osiedlić. Kupuje dom, zaprzyjaźnia się z hiszpańską rodziną i zakochuje w 17-letniej Dolores. Uczucie wybucha z taką siłą, jakiej tytułowy Rubio (blondyn) jeszcze nigdy nie zaznał. Zapomina tylko, że jest na hiszpańskiej prowincji, gdzie sprawy nie układają się tak prosto jak w Ameryce.

Ta książka zachęciła mnie do sięgnięcia po inne książki Whartona, m.in. po Ptaśka, Al, Stado i Dom na Sekwanie.

Rubio, Rozdział XVII
Régine Deforges La bicyclette bleue (Niebieski rower)

Régine Deforges La bicyclette bleue
O tych książkach pisałam już w notce o literaturze francuskiej. Odkryłam je w 2005 roku, ale, paradoksalnie, nie kupiłam ich w polskiej wersji. Za każdym razem wypożyczałam je z biblioteki. Nie wiem dlaczego. Kiedy wiedziałam już, że zwiążę moją przyszłość z językiem francuskim, postawiłam sobie za punkt honoru skompletowanie całej serii w oryginale. I tak w ubiegłe wakacje stałam się stałą klientką jednego z antykwariatów w La Rochelle. Niestety, znalazłam tam tylko 5 części serii (La bicyclette bleue, 101 avenue Henri-Martin, Le diable en rit encore, Noir tango i Rue de la soie). Kosztowały mnie 2 ojro/sztuka. Pozostałe 5 (La dernière colline, Cuba libre !, Alger, ville blanche, Les Généraux du crépuscule, Et quand vient la fin du voyage) dosztukowałam sobie w zwykłej księgarni kiedy buszowałam po centrum handlowym w Beaulieu (co bardziej szarpnęło moim portfelem - książki kosztowały 5-7 euro). Akcja serii rozgrywa się w latach 1939-1970.

Fragment rozdziału 4 La bicyclette bleue
Cała seria opowiada losy Léi Delmas, która najpierw musi stawić czoło II Wojnie Światowej (3 pierwsze części), a potem ściga nazistów po całym świecie plącząc się raz po raz w kolejne wojny i rewolucje (Kuba, Algieria, Wietnam etc.). Przy okazji przeżywa pierwsze miłości, dorasta i korzysta z życia. Mimo niezbyt wesołego tła, uwielbiam te książki, głównie za tę joie de vivre, której, moim zdaniem, już nie ma.

Régine Deforges 101 avenue Henri-Martin
Jeśli miałabym wybrać ulubioną część z serii byłaby to druga część 101 avenue Henri-Martin (Aleja Henri Martin 101). Akcja rozgrywa się w latach 1942-43 i jest wypełniona po brzegi tą radością życia. Chciałabym zobaczyć Paryż tamtych lat. Najlepsze restauracje, tajne potańcówki i Ruch Oporu.

Fragment 101 Avenue Henri-Martin wybrany na chybił-trafił.

Christopher Isherwood Pożegnanie z Berlinem

Christopher Isherwood Pożegnanie z Berlinem
O tej książce pisałam dwukrotnie tu i tu, więc nie będę się rozpisywać. Ona ma po prostu wszystko to, co lubię. Akcja rozgrywa się w latach 30 XX wieku (mój ulubiony okres). Jest przesycona radością życia. Jest Sally Bowles, jest namiastka Emcee, jest kabaret... Wszystko to, co składa się na mój charakter.

Co prawda, jeszcze nie zdążyłam do niej wrócić, ponieważ zaraz po tym jak ją przeczytałam, przeszła przez ręce znajomych i mojej sąsiadki. Dopiero od niedawna jest z powrotem na mojej półce. Wiem jednak, że za kilka dni lub tygodni znów ją przeczytam.


Fragment opowiadania Sally Bowles.
I na koniec 2 cytaty z Pożegnania z Berlinem.

Przyznaj, że to wspaniałe uczucie jechać tak w noc, nie wiedząc dokąd. Gdybym ci powiedział, że jedziemy do Paryża, Madrytu czy Moskwy, nie byłoby w tym żadnej tajemnicy i straciłbyś połowę przyjemności... Wiesz co, bardzo Ci zazdroszczę tego, że nie wiesz, dokąd jedziemy.

Sally uwielbia Clive'a. Uwielbianie milionera było szczytnym przedsięwzięciem.

jeudi 10 mai 2012

Myśl na dziś.



Sally : Après tout, pourquoi en faire tout un fromage ? Les gens sont les gens. Je le pense vraiment Cliff, pas toi? Je ne crois pas qu’ils doivent avoir à se justifier. Par exemple ! Si je peins mes ongles en vert…Il m’arrive vraiment de les peindre en vert! Et bien... Si quelqu’un me demande pourquoi, je réponds parce que je trouve ça joli… Je trouve ça joli, je réponds. Alors si un jour  quelqu’un te pose des questions à notre sujet, tu as deux possibilités. Tu peux soit dire : “Oh oui, c’est vrai, nous vivons dans le péché, c’est délicieux…” Ou alors tu peux simplement dire la vérité et répondre…

Sally: Poza tym, po co to całe zamieszanie? Ludzie są ludźmi. Tak właśnie sądzę, Cliff, a ty? Nie sądzę, żeby  musieli się usprawiedliwiać. Na przykład! Jeśli pomaluję paznokcie na zielono... Naprawdę maluję je na zielono! Jeśli ktoś mnie spyta dlaczego, odpowiadam -- bo tak mi się podoba... Tak mi się podoba - odpowiadam. Więc jeśli pewnego dnia, ktoś zapyta cię o nas, masz dwie możliwości. Możesz powiedzieć "O tak, to prawda. Żyjemy w grzechu i jest cudownie...". Albo możesz wtedy po prostu powiedzieć prawdę...

Od dłuższego czasu to moja filozofia życiowa. Cytat pochodzi z musicalu Cabaret.