samedi 12 mai 2012

3 książki, bez których nie mogę żyć.

Pisałam już o literaturze tutaj, ale nie wspomniałam o moich 3 ulubionych książkach. Właściwie 2 i jednej serii...
Czytać lubię. Pochłaniam książki namiętnie. Kiedyś czytałam praktycznie wszystko, co mi wpadło z ręce, więc przeszłam przez Harry'ego Pottera, kroniki Anne Rice, świecący Zmierzch, filozofię Coelho, horrory Kinga, alter ego Whartona i wiele innych. Z wiekiem nauczyłam się jednak wybierać książki, które najbardziej mi odpowiadają. Przyznaję się bez bicia, że rzadko je kupuję, bo szkoda mi pieniędzy na książkę, którą przeczytam raz. Wolę takową wypożyczyć z biblioteki. Jednak kiedy coś mnie zainteresuje, to wracam i maltretuję papier dopóki nie zaczytam go na śmierć.
Dziś prezentuję 3 książki, które są bliskie zaczytania na śmierć.

William Wharton Rubio

William Wharton Rubio
Tę książkę odkryłam w 2003 roku, zaraz po premierze. Poszłam do księgarni z mamą żeby kupić jakieś dzieło Coelho, które poleciła mi koleżanka. Moja mama kiedyś zaczytywała się w Ptaśku Whartona, więc widząc nowiutką pozycję pisarza musiała się na nią skusić. Mimo że mając 13-14 lat czytałam wszystko, co wpadło mi w ręce, do Rubia podchodziłam jak pies do jeża. Jednak kiedy w końcu zabrałam książkę ze sobą do łóżka, przepadłam totalnie i bez reszty. Historia mnie wciągnęła, mimo że wszystkie moje ówczesne koleżanki okrzyknęły książkę romansidłem lub poradnikiem budowlanym. Dla mnie to nie było romansidło. Ani poradnik małego majsterkowicza. To była piękna, tragiczna historia o miłości dwójki ludzi.

Rubio opowiada historię 33-letniego Amerykanina, który, po rozstaniu z żoną, szuka swojego miejsca na ziemi. Po pobycie w Paryżu trafia na południe Hiszpanii, w okolice Malagi. Postanawia się osiedlić. Kupuje dom, zaprzyjaźnia się z hiszpańską rodziną i zakochuje w 17-letniej Dolores. Uczucie wybucha z taką siłą, jakiej tytułowy Rubio (blondyn) jeszcze nigdy nie zaznał. Zapomina tylko, że jest na hiszpańskiej prowincji, gdzie sprawy nie układają się tak prosto jak w Ameryce.

Ta książka zachęciła mnie do sięgnięcia po inne książki Whartona, m.in. po Ptaśka, Al, Stado i Dom na Sekwanie.

Rubio, Rozdział XVII
Régine Deforges La bicyclette bleue (Niebieski rower)

Régine Deforges La bicyclette bleue
O tych książkach pisałam już w notce o literaturze francuskiej. Odkryłam je w 2005 roku, ale, paradoksalnie, nie kupiłam ich w polskiej wersji. Za każdym razem wypożyczałam je z biblioteki. Nie wiem dlaczego. Kiedy wiedziałam już, że zwiążę moją przyszłość z językiem francuskim, postawiłam sobie za punkt honoru skompletowanie całej serii w oryginale. I tak w ubiegłe wakacje stałam się stałą klientką jednego z antykwariatów w La Rochelle. Niestety, znalazłam tam tylko 5 części serii (La bicyclette bleue, 101 avenue Henri-Martin, Le diable en rit encore, Noir tango i Rue de la soie). Kosztowały mnie 2 ojro/sztuka. Pozostałe 5 (La dernière colline, Cuba libre !, Alger, ville blanche, Les Généraux du crépuscule, Et quand vient la fin du voyage) dosztukowałam sobie w zwykłej księgarni kiedy buszowałam po centrum handlowym w Beaulieu (co bardziej szarpnęło moim portfelem - książki kosztowały 5-7 euro). Akcja serii rozgrywa się w latach 1939-1970.

Fragment rozdziału 4 La bicyclette bleue
Cała seria opowiada losy Léi Delmas, która najpierw musi stawić czoło II Wojnie Światowej (3 pierwsze części), a potem ściga nazistów po całym świecie plącząc się raz po raz w kolejne wojny i rewolucje (Kuba, Algieria, Wietnam etc.). Przy okazji przeżywa pierwsze miłości, dorasta i korzysta z życia. Mimo niezbyt wesołego tła, uwielbiam te książki, głównie za tę joie de vivre, której, moim zdaniem, już nie ma.

Régine Deforges 101 avenue Henri-Martin
Jeśli miałabym wybrać ulubioną część z serii byłaby to druga część 101 avenue Henri-Martin (Aleja Henri Martin 101). Akcja rozgrywa się w latach 1942-43 i jest wypełniona po brzegi tą radością życia. Chciałabym zobaczyć Paryż tamtych lat. Najlepsze restauracje, tajne potańcówki i Ruch Oporu.

Fragment 101 Avenue Henri-Martin wybrany na chybił-trafił.

Christopher Isherwood Pożegnanie z Berlinem

Christopher Isherwood Pożegnanie z Berlinem
O tej książce pisałam dwukrotnie tu i tu, więc nie będę się rozpisywać. Ona ma po prostu wszystko to, co lubię. Akcja rozgrywa się w latach 30 XX wieku (mój ulubiony okres). Jest przesycona radością życia. Jest Sally Bowles, jest namiastka Emcee, jest kabaret... Wszystko to, co składa się na mój charakter.

Co prawda, jeszcze nie zdążyłam do niej wrócić, ponieważ zaraz po tym jak ją przeczytałam, przeszła przez ręce znajomych i mojej sąsiadki. Dopiero od niedawna jest z powrotem na mojej półce. Wiem jednak, że za kilka dni lub tygodni znów ją przeczytam.


Fragment opowiadania Sally Bowles.
I na koniec 2 cytaty z Pożegnania z Berlinem.

Przyznaj, że to wspaniałe uczucie jechać tak w noc, nie wiedząc dokąd. Gdybym ci powiedział, że jedziemy do Paryża, Madrytu czy Moskwy, nie byłoby w tym żadnej tajemnicy i straciłbyś połowę przyjemności... Wiesz co, bardzo Ci zazdroszczę tego, że nie wiesz, dokąd jedziemy.

Sally uwielbia Clive'a. Uwielbianie milionera było szczytnym przedsięwzięciem.