vendredi 22 juin 2012

A bout portant.

W nocy nad Warszawą rozpętała się piękna burza. Właściwie to wczoraj były dwie burze, ale ta o 2 w nocy była gwałtowniejsza. Miasto jej potrzebowało, bo pogoda była nie do zniesienia. Jednak po burzy wcale nie jest lepiej. Dziś znowu było duszno.

Ale nocna burza nie pozwoliła mi zasnąć. Nie ze względu na grzmoty... Od prawie roku kładę się spać ok. 2 w nocy i nie mam problemów z zaśnięciem. Tej nocy, jak zwykle, przed drugą zwinęłam żagle, ale kiedy położyłam się, to patrzyłam jak zaczarowana na okno. Przez rolety docierało do mnie światło błyskawic. Oświetlały mi pokój. A było ich tyle, że nie mogłam policzyć odległości burzy od mojego domu jak to zawsze robię. Nie potrafiłam przyporządkować błyskawicy do grzmotu. Nie wiem ile tak leżałam. W końcu przekręciłam się na brzuch i zasnęłam.

Za trzy tygodnie wyjeżdżam, a przede mną jeszcze tyle spraw do załatwienia...
Ale to już nie dziś... Dziś spędzam wieczór z Claire Perot. Oglądam A bout portant i Les aventures extraorinaires d'Adele Blanc-Sec.