mercredi 6 juin 2012

Na drzewach siadły gwiazdy...

Postanowiłam sobie, że aż do wyjazdu będę pisać codziennie. Zobaczymy, co mi z tego wyjdzie.
Zrobiłam sobie przerwę w tłumaczeniu Nuit Bouffe, przepisałam Ł. monolog Eponiny, który wydaje mi się idealny. Zobaczymy, co mój Przyjaciel na to powie. Porozmawiałam na Facebooku ze znajomym Francuzem, który nazywa mnie diabełkiem i nie chce powiedzieć dlaczego.
Na korepetycjach z Anią jakoś dobrze mi się dzisiaj gadało po francusku. Nie mam z tym problemów normalnie, ale mam dni kiedy wysłowić się nie mogę. A dziś gadałam jak najęta.
Właściwie to mam już długi weekend.

W słuchawkach Cabaret (jak zwykle).

Monolog Eponiny (Część Trzecia: MARIUSZ, Księga Ósma: NIEGODZIWY BIEDAK; Rozdział IV: RÓŻA W NĘDZY):
Czasem wychodzę wieczorem, czasem nie wracam do domu. Poprzedniej zimy, nim wprowadziliśmy się tutaj, mieszkaliśmy pod mostem. Zbijaliśmy się w kupę, żeby nie zamarznąć. Moja młodsza siostra płakała. Jaka woda jest smutna! Kiedy chciałam się utopić, to mówiłam sobie: "Nie! Za zimna woda!" Chodzę, gdzie mi się podoba, nocuję czasem w rowach. Wie pan, że w nocy, kiedy idę bulwarem, to mi się zdaję, że drzewa są jak widły, widzę domy całkiem czarne i wysokie jak wieże katedry, wyobrażam sobie, że białe płoty to rzeka, i mówię: "O, tam jest woda!" Gwiazdy błyszczą jak lampiony, wydaje się, że kopcą i że wiatr je gasi; a mnie chwyta taki strach, jakbym czuła oddech koński na szyi, i chociaż to noc, słyszę, jak gra katarynka i jak huczą warsztaty w przędzalni i bo ja wiem co jeszcze! Wydaje mi się, że mnie obrzucają kamieniami, nie wiem, dokąd uciekać, a wszystko się tak kręci, tak kręci. Jak człowiek jest głodny, to bardzo jest śmieszne.