dimanche 17 juin 2012

Shopping.

Nie jestem fanką łażenia po sklepach. Nie, nie, nie... Jedyny sklep, w którym czuję się dobrze to drogerie, bo lubię wąchać i maziać się.
Nie lubię też chodzić po sklepach w weekend, bo wkurzają mnie wlekący się ludzie i kolejki. Zazwyczaj jak już muszę udać się do centrum handlowego to mam w głowie listę, co jest mi potrzebne i tego się trzymam. Zakupy robię też na raty, czyli jak mi się przypomni jakaś jedna jedyna rzecz to pójdę i kupię, ale żeby latać po całym centrum z milionem toreb... Niiieeee!
Wczoraj i dziś moja mama i siostra wyciągnęły mnie na zakupy, mimo że ja w sumie nie miałam jakichś ciuchowych potrzeb. To znaczy miałam jedną: śliczną ramoneskę z długimi rękawami, bo ta, którą mam ma rękawy 3/4 i jest krótka, a ja chcę kurtkę na normalne zimne, deszczowe dni. Wczoraj takiej nie znalazłam. Wróciłam tylko z kobaltowymi rajstopami. Dziś za to oczy mi się zaświeciły i wydałam majątek na tę wymarzoną ramoneskę.

Tak... Słit focia w lustrze musi być. ;)
Potem oczy zaświeciły mi się w SuperPharm (czy jak to się pisze), gdzie przy każdych wydanych 30zł można było kupić wodę termalną Avène za 9,99zł. :) Musiałam się skusić. :)

A i przedstawiam Wam Pana Chagall. Pan Chagall przyjechał do mnie 2 czerwca razem z Panią A. i ma mi przynieść szczęście razem z moim mottem. :)


Idę się położyć... Padam z nóg, a jutro znów zaczyna się ciężki tydzień.