lundi 11 juin 2012

Wewnętrzny arab i feministka.

Na samym początku zaznaczam, że nie mam nic do osób pochodzenia arabskiego, nie jestem rasistką ani nic w tym stylu. Wewnętrzny arab to skutek rozmowy ze znajomym Francuzem o mężczyznach. I dziś będzie o mężczyznach właśnie.


Kiedyś na blogu Segritty przeczytałam, że kobieta zmienia się kiedy na jej palcu pojawia się pierścionek zaręczynowy lub obrączka. Niestety nie mogę się do tego odnieść, ponieważ nie mam na palcu ani pierścionka zaręczynowego ani obrączki i mam nadzieję, że nigdy mnie to szczęście nie spotka. 
Nie mam nic przeciwko małżeństwu. Kiedyś nawet marzyłam o księciu z bajki i białej sukni, ale jakiś czas temu mój system wartości się przewrócił i stwierdziłam, że papierek nie jest mi potrzebny do szczęścia. Niemniej jednak podziwiam pary, które zaryzykowały oraz te, które są ze sobą już kilkadziesiąt lat. Życzę im wszystkiego, co najlepsze. 
Ale wracając do tematu... Odnosząc się do tego, co Segritta wyłożyła na swoim blogu i do tego, co obserwuję u moich znajomych i u siebie, mogę powiedzieć, że facet wariuje, kiedy kobieta nie chce... ślubu. Albo inaczej: kiedy kobieta ma inny system wartości niż on.

Przykład? Moja dobra kumpela, nazwijmy ją Panią A., umawiała się z Panem O. Pani A. stawia na karierę, zero ślubu, zero dzieci. Za to Pan O. ma mało skomplikowane poglądy, które można określić jednym zdaniem: Kobieta do garów! Niestety Pan O. ma problemy z zaakceptowaniem odmiennych podglądów, dlatego Pani A. nie spotyka się już z Panem O. Sama miałam przyjemność ściąć się z Panem O. na tej linii. Po moim oświadczeniu, że kobiety mają prawo posiadać własne ambicje, dążyć do ich zrealizowania i że tymi ambicjami nie musi być dogadzanie mężowi ani rodzenie gromadki dzieci, zostałam wyzwana od feministek i czegoś. Pani A. jest przekonana, że Pan O. miał wielką ochotę wyzwać mnie jeszcze bardziej, ale niestety nie mógł. Pani A. usłyszała od niego kilkakrotnie, że jest śmieszną karierowiczką. 
Właśnie poglądy Pana O. zostały nazwane przez mojego znajomego arabskimi. Stąd wziął się wewnętrzny arab.

Kolejne dwa przykłady są już z mojego życia.
Kiedyś przyjaźniłam się z Panem R., którego szokowały moje poglądy, ale trwał dzielnie przy mnie, w przekonaniu, że związki na odległość mają przyszłość. Pan R. był adwokatem, chciał mieć żonę, dzieci, lubił rano wstawać i wcześnie się kłaść, nie miał telewizora ani internetu w domu (żeby nie stać się niewolnikiem wirtualnego świata) i miał jeszcze parę innych wad, które czyniły go moim przeciwieństwem. Pan R. miał też słabość do mnie. I to olbrzymią słabość. Podejrzewam, że miał również skłonności masochistyczne, ponieważ bardzo otwarcie krytykował moje poglądy, ale dzielnie starał się je akceptować. Miarka przebrała się, kiedy ogłosiłam Panu R., że pocałunek nie jest oznaką zaangażowania z mojej strony. Stał się mocno oziębły i rzadziej czytałam jego maile. Ostatecznie zerwał wszelki kontakt ze mną, kiedy dowiedział się, że nie wierzę w tego jedynego i że on na pewno nim nie jest. Słowem: dostał ode mnie czysto kumpelskiego maila, w którym poinformowałam go o istnieniu przystojnego bruneta o zielono-brązowych oczach. Pan R. uniósł się dumą, przestał do mnie pisać. Kiedy próbowałam odnowić z nim kontakt, bo w gruncie rzeczy był miłym człowiekiem (a ja potrzebuję pomocy w znalezieniu mojego paryskiego mieszkania), usłyszałam, że nie chce ze mną utrzymywać kontaktu, ponieważ nie jest we mnie zakochany. Trzy tygodnie głowiłam się z Panią A. i Panem Ł. jaki jest związek między utrzymywaniem kontaktu, a miłością. Pan R. był nieszczęśliwie zakochany...

Jakiś czas temu poznałam Pana P. Pan P. był Belgiem. Sympatycznym i przystojnym Belgiem. Już na samym początku ostrzegłam Pana P., że nie mam zamiaru angażować się uczuciowo, ponieważ niedługo wyjeżdżam. Pan P. zaakceptował taki układ. Było miło. Pan P. początkowo wykazywał podobne poglądy do moich. Wszystko się zmieniło aż Pan P. pojechał na urlop do Liege. Urlop miał trwać 2 tygodnie, więc zacierałam już łapki, że będę miała 2 tygodnie świętego spokoju. Zawiodłam się... Pan P. zaczął wariować i wydzwaniać (mimo że wcześniej porozumiewaliśmy się tylko smsami), zasypywać czułymi słówkami etc. Potem Pan P. poinformował mnie, że skraca swój pobyt w Belgii, bo chce spędzić kilka dni urlopu w Warszawie. Tak więc wrócił z Liege i jeszcze tego samego wieczora trzasnęłam drzwiami. Pan P. się zakochał i miał nadzieję, że ja też. Przeliczył się. Dwa dni później przywitał mnie miną zbitego szczeniaka, która miała poruszyć moje nieczułe serce. Nie poruszyła. Zostałam nazwana egoistką.

Wniosek z tych trzech historii:
Wewnętrzny arab ujawnia się w mężczyźnie wtedy, kiedy kobieta nie chce przy nim zostać albo kiedy ma inne wartości niż on. Według wewnętrznego araba, kobieta powinna pragnąć tylko małżeństwa i gromadki dzieci, a największą jej ambicją powinno być donoszenie piwa swojemu mężczyźnie. Jeśli ma inne ambicje, jak na przykład kariera, to już jest feministką. Albo czymś. W każdym razie nie jest już kobietą. Ach... I żyje złudzeniami. Bo ambicje inne niż zadowalanie swojego jaskiniowca, to złudzenia.

Zastanawia mnie tylko jedno: czy to mężczyźni zdziczeli i chcą się ustatkować szybciej niż ustawa przewiduje, czy może kobietom odbiło? Cóż... Mi jest dobre tak jak jest...