samedi 7 juillet 2012

Belles Belles Belles

Niedawno recenzowałam  dwie wersje musicalu Roméo & Juliette. Spodobało mi się, więc postanowiłam od czasu do czasu sięgać po mniej lub bardziej znany musical i go recenzować. Tym razem sięgam po jeden z moich ulubionych.


Belles Belles Belles, musical Daniela Moyne'a i Jean-Pierre'a Bourtayre'a, miał być odpowiedzią na musicale Mamma Mia! oraz We will rock you, które są oparte na utworach, odpowiednio, ABBY i Queen. Francuzi znaleźli idealnego, rodzimego artystę,  Claude'a François, którego piosenki mogłyby posłużyć do zbudowania ciekawej i chwytliwej historii. I tak, 21 listopada 2003 roku, w music hallu Olympia w Paryżu, miała miejsce premiera musicalu Belles Belles Belles, którego tytuł nie jest niczym innym jak tytułem jednej z piosenek Cloclo. 10 stycznia 2004 roku zostało zarejestrowane nagranie na DVD.
Sam musical wywołał trochę kontrowersji. Podzielił starszych widzów na dwie grupy: dawnych fanów Claude'a François, którzy byli za przypomnieniem jego utworów oraz dawnych fanów Claude'a François, którzy uznali, że musical bezcześci jego pamięć i twórczość. Twórcy spektaklu mieli nadzieję, że dzięki temu BBB przebije sukces Notre Dame de Paris czy Roméo & Juliette, ale, niestety, nie udało się.

Obsada:
SONIA - Aurélie Konaté
EMILIE - Joy Esther
CHARLOTTE - Liza Pastor
GREGORY - Fabian Richard
BETTY (matka Charlotte) - Anjaya
VINCENT - Pascal Sual
STEPHANE - Sylvain Mathis
MME DUVAL - Blandine Métayer
ALEX - Lucas
MONSIEUR LE MAIRE - Jonathan Kerr
SEBASTIEN - Alain Cordier

O czym jest musical? (Uwaga! Spoiler!)


Belles Belles Belles zaczyna wywiad z offu z piosenkarką, która właśnie została okrzyknięta artystką roku. Dziennikarz pyta ją jak zaczęła się jej kariera, więc ona w swojej opowieści cofa się 3 lata wstecz, do czasów, kiedy trenowała w centrum Claude'a François razem z dwiema przyjaciółkami z dzieciństwa, z którymi tworzyła trio Les Filles. Właśnie dostały się do finału wielkiego konkursu wokalnego.
Trio tworzą: Charlotte kierowana przez swoją matkę, która za wszelką cenę chce zrobić z córki gwiazdę; Emilie, która jest najpoważniejsza z trójki przyjaciółek i wydaje się, że coś ukrywa oraz Sonia - córka mera, który nie jest zadowolony z artystycznych planów córki. Dziewczyny są młode, marzą o karierze, udzielają się w powstającym dopiero Centrum Claude'a François i przeżywają rozterki miłosne, które prowadzą do podjęcia ważnych decyzji. 
Główne wątki tworzą oczywiście trzy wspomniane bohaterki. Każda z nich, odpowiednio, ma przypisaną wielką miłość i różne intrygi z nią związane. 
Jest parka z lekkim stażem, która ledwo już ciągnie ze sobą, czyli Sonia i Grégory. Zaborczość chłopaka oraz nowa miłość Sonii do instruktora tańca, Vincent, kładą kres temu związku. Grégory pociesza się w ramionach dojrzałej kobiety, Betty, która jednocześnie jest matką Charlotte.
Charlotte, różowa kokietka, czeka na wielką miłość. Ma powodzenie u chłopaków, ale żaden nie interesuje jej na dłuższą metę. W końcu jednak jej książę z bajki pojawia się na skuterze, z pizzą w ręką. To Alex.
Emilie z kolei unika kolegów, rzadko wychodzi z domu, do którego pędzi zaraz po zajęciach. W dodatku jej brat, Stéphane, chodzi za nią jak cień. Jej spokojne, ułożone życie burzy powrót jej wielkiej miłości, Sébastien.
W tle rozgrywa się też historia bohaterów drugoplanowych - mera Henri  i Madame Duval, która kieruje centrum Claude'a François i nie panuje nad swoim synem, Grégorym.
Wszystkie te historie prowadzą do rozpadu trio i tylko jedna z dziewczyn wystąpi w finale. 

Moja ocena:
Jak napisałam wcześniej, jest to jeden z moich ulubionych musicali francuskich. Nie dlatego, że jest jakoś bardzo ambitny, ale dlatego, że można się przy nim rozluźnić i miło spędzić czas. Historia jest prosta, nie trzeba za bardzo się wysilać żeby zrozumieć akcję. Piosenki są chwytliwe (w końcu to 23 największe przeboje Claude'a François), a głosy wokalistów przyjemne dla ucha. Co mnie też zaskoczyło, kiedy robiłam napisy: perfekcyjna dykcja aktorów. To znaczy, w niektórych przypadkach mnie to nie dziwiło, ale dla Joy Esther i Lizy Pastor były to pierwsze poważne role, więc miłe zaskoczenie. Widać też, że publiczność świetnie bawi się w czasie trwania spektaklu, a artyści też jej nie zaniedbują.
Serdecznie polecam ten musical i na koniec kilka ulubionych piosenek.