jeudi 12 juillet 2012

Demain n'appartient qu'a moi!

No i nadszedł ten dzień. Walizka stoi spakowana. Bagaż podręczny też. A mnie ściska w gardle. 

Poszłam pożegnać się z Panią Olą. Popłakała się dając mi małą książeczkę z sentencjami. Ja też płakałam. 

Kiedy wracałam do domu po całym dniu jeżdżenia po Warszawie, to, co widziałam wydawało mi się jakieś nierealne. A jednak. 12 ulubionych książek spakowane, płyta i program z Cabaret też (w końcu to ten spektakl pchnął mnie do takiej a nie innej decyzji). Jeszcze brakuje komputera i ładowarek, ale to za niedługo. Ciężko mi jest. 

Za 4 i pół godziny muszę już być na nogach. Przynajmniej zobaczę wschód słońca.
Ostatni raz w Warszawie.