jeudi 19 juillet 2012

Do you speak french, mad'moiselle?

Dzisiaj znów zrobiłam obchód po Rochester. Podobają mi się te moje spacery na piechotę.

W Rochester zostawiłam moje cv w kilku restauracjach, ponieważ potrzebują tam francuskojęzycznych osób. Na końcu zaszłam do restauracji Atrium prowadzonej przez Filipińczyka. Facet powiedział mi wprost, że nie zbyt chętnie zatrudnia Polaków, ponieważ rozmawiają między sobą po polsku, a ma już dwójkę na kuchni. A potem zobaczył w moim cv dwa magiczne wyrazy: French (fluent). Spytał mnie czy znam francuski. Odpowiedziałam, że tak. Facet uradował się niesłychanie, ponieważ sam lepiej mówi po francusku niż po angielsku. Przeszliśmy więc na francuski. Z miejsca powiedział mi, że mam spore szanse na zatrudnienie właśnie ze względu na znajomość tego języka. W między czasie do restauracji wszedł jakiś facet i usiadł sobie przy stoliku. Był znajomym tego Filipińczyka. Kiedy zabrałam się za wypełnianie aplikacji, zaczął mnie zagadywać. Okazało się, że facet jest pół-Anglikiem, pół-Francuzem (jego ojciec mieszka w Paryżu) i że uczy francuskiego w Rochester. Spytał, z której części Francji jestem. Powiedziałam, że jestem Polką. Facetowi opadła szczęka, ponieważ do tej pory był przekonany, że jestem Francuzką. Nie powiem, że to nie połechtało mojego ego. To znaczy, że nie mam akcentu. Potem ja zbierałam szczękę z podłogi, ponieważ facet znał polski. Nasza rozmowa była od tej pory mieszkanką polskiego i francuskiego.
Po wypełnieniu aplikacji przeszłam pomyślnie przez rozmowę kwalifikacyjną i zapoznałam się z restauracją i jej personelem. Jednak zacznę pracę dopiero w sierpniu, kiedy do miasta zjadą się Francuzi.
Atrium mieści się w średniowiecznym budynku i jest niesamowicie klimatyczna. Cieszę się, że będę tam pracować.

Wracam do napisów do Romeo et Juliette, les enfants de Verone. Jakoś mnie wzięło na nie. Starmania poczeka.