mercredi 11 juillet 2012

J-2.

Po dwóch przespanych dniach wypełnionymi obijaniem się o ściany, łykaniem prochów i ciągłym mierzeniem temperatury w końcu stanęłam na nogi. Prawie. Przynajmniej na tyle żeby móc ruszyć w miasto i załatwić, co trzeba. Jeszcze kilka spraw na jutro, fryzjer, ostatnie korepetycje i wielkie pakowanie.

Miałam napisać recenzję Le Roi Soleil i Mozarta, ale ciężko mi się mówiło z 40-stopniowa gorączką, o pisaniu już nie wspominając. Poza tym spałam...