dimanche 29 juillet 2012

Jak szybko ulotnić pieniądze?

Po mamie odziedziczyłam bardzo niefajną cechę... Mianowicie rozrzutność. Nie zastanawiam się nad tym ile wydaję dopóki mój portfel nie stanie się dziwnie chudy. Cóż... Tłumaczę to sobie, że raz się żyje i nie trzeba sobie niczego odmawiać. I w ten sposób jestem wicemistrzynią przepuszczania wypłaty w jeden dzień. Mistrzem jest Ł.

Korzystając z tego, że w Rochester nic się nie dzieje, przez co mam wolny weekend, stwierdziłam, że jeśli nie będzie padać, to spędzę dzień na zakupach w Chatam. Pierwotny plan zakładał wyjazd rano i powrót najpóźniej o 17... No, ale jeśli je się śniadanie o 13... Wróciłam po 19 i jakoś tak się zakręciłam po domu z kolacją, sprzątaniem etc., że jest już 22, a ja jestem w lesie z tym, co sobie zaplanowałam. Dopiero teraz mam czas żeby usiąść na spokojnie. Otworzyłam rosyjskie wiśniowe piwo, które kupiłam u Bułgara (sklep w Chatam z polskimi i rosyjskimi produktami prowadzony przez Bułgara, który ma żonę Polkę. Zazwyczaj tam zaopatruję się w Cherry Coke) i jednym okiem patrzę na Choć goni nas czas.

Zakupy w Chatam uważam za udane. Oczywiście podreptałam tam po kilka niezbędnych rzeczy, a wróciłam z kilkoma torbami.
Pierwotna lista zakupów wyglądała tak:
- neutralny lakier do paznokci,
- neutralna szminka,
- mały portfel,
- szlafrok.

Jeśli chodzi o kosmetyki to skończyło się to tak.

I na co mi to wszystko?

Od prawie roku mam obsesję na punkcie moich paznokci. Często je maluję, zmywam, kupuję lakiery etc. W Polsce miałam pokaźną kolekcję, ale do walizki spakowałam tylko te ulubione, czyli kilka zielonych, czerwony i dwa top coaty. No właśnie... Czy takie kolory nadają się do pracy? No nie... Może na czerwony lakier Vincent przymknąłby oczy, ale kelnerki z zielonymi paznokciami by nie zniósł. Nawet mnie.W dodatku moje paznokcie źle zniosły stres ostatnich dni przed wyjazdem i śmiesznie wyglądałyby w zieleni czy czerwieni. Ja z kolei źle się czuję kiedy nie mogę ich pomalować. Marzyły mi się lakiery Essie, a konkretniej jeden: mademoiselle. Zrobiłam więc obchód po drogeriach żeby porównać ceny i w końcu zaopatrzyłam się w trzy lakiery Essie w TK Maxx i w top coat w Superdrugu.

W TK Maxx dorwałam też szminkę w kolorze Trust i błyszczyk Gossip od Calvina Kleina w zestawie za 5£. Jak można było nie skorzystać. Niestety szminka nie jest w moim kolorze (w przeciwieństwie do błyszczyku), ale może coś z niej wycisnę.

Kiedy zmierzałam do Superdrug, moją uwagę przykuła witryna The Body Shop, z której po oczach bił napis SALE. Te Body Shop ostatnio namiętnie przecenia masła do ciała i inne fajne rzeczy, ale kiedy byłam tam ostatnio, to przecenione masła nie bardzo mi przypadły do gustu. Za to dzisiaj skakałam z radości kiedy zobaczyłam, że na przecenie są masła, na które się czaiłam: truskawkowe i grejpfrutowe. 6,50£ jedno. Już miałam w rękach obydwa + peeling truskawkowy + dwie mgiełki do ciała, ale zdecydowałam się tylko na masło grejpfrutowe i taką samą mgiełkę.

W Superdrugu z kolei dorwałam szafę mojej ulubionej firmy kosmetycznej, czyli Sleeka i skusiłam się na nową paletkę Glory. Nie była mi tak bardzo niezbędna, ale cienie do powiek inspirowane londyńskim metrem... Sentyment mnie wziął (mimo że nie przepadam za londyńskim metrem). Tube, Overground, Bakerloo, Jubilee, Platform, Northern, Districk, Hammersmith & City, Picadilly, Circle, Victoria, Central... Dla tego, kto zna Londyn, te nazwy brzmią znajomo.

Co do neutralnej szminki, to moja ulubiona 070 Airy Fairy z Rimmela zginęła śmiercią tragiczną. Nie wiem nawet kiedy i w jaki sposób. Obleciałam wszystkie drogerie w Gillingham i Chatam, ale nie znalazłam nigdzie tej szminki! Myślałam o zakupie kolejnego Lip Butter od Revlona, ale żaden kolor mnie nie urzekł. Postanowiłam więc wypróbować kopię Lip Butter od L'Oreal. Kupiłam dwa odcienie: 101 Tempting Lilac (podobny do Airy Fairy) i 06 Aphrodite Scarlet (poleciałam na nazwę, ale kolor też śliczny: delikatna, dziewczęca czerwień).

A te różowe usta na zdjęciu to owy mały portfelik, do którego przełożyłam ważne paragony i walające się po moim portfelu centy i złotówki. Kupiłam go w Primarku za 3£. Tam też kupiłam szlafrok, trampki (3£!) oraz... świat się chyba kończy... sukienkę. Tak. Ja i sukienka. I najgorsze jest to, że cholernie mi się ona podoba. Nie... Właściwie najgorsze jest to, że świetnie w niej wyglądam!

No i napisanie tego zajęło mi cały film... Piękny... Ale napiszę o tym jutro... Bo mam coś  jeszcze do powiedzenia.

Cały dzień w głowie śpiewała mi się ta piosenka. Ostatnio jedna z moich ulubionych.