vendredi 6 juillet 2012

Mów do mnie, chamie!

Nie jestem specjalistką od stosunków damsko-męskich. Szczególnie od stosunków damsko-męskich na planie polsko-polskim. Bardziej znam się na stosunkach polsko-francuskich. I dlatego uważam, że Francuzi* są lepszymi partnerami niż Polacy.

A tak! Są lepsi! Polacy mogą się od nich uczyć, ale najpierw niech sobie poczytają bloga Segritty. Może to im pomoże nie być męskimi cipami. 

Ale w czym Francuzi są lepsi?

Przede wszystkim, Francuzi potrafią mówić do kobiet, prawić komplementy. Nie boją się zagadać i nie owijają w bawełnę. Nie pamiętam kiedy ostatni raz usłyszałam komplement z ust Polaka. A nie! To było wczoraj! 82-letni Pan w autobusie odmłodził mnie o 6 lat.
Od Francuzów słyszę je co najmniej raz na tydzień i nie dotyczą one tylko moich oczu. Nie są to też bardzo ambitne podrywy typu Hej Mała. Chodź za stodołę, skrzyżujemy oddechy. Francuzi po prostu potrafią oczarować kobietę swoją szarmancją i dobrym wychowaniem i słowami. Nie wszyscy, ale większość.
Co do bezpośredniości to nie jest ona nachalna. Zawsze jestem miło zaskoczona, czy to przez miłego pana w La Couarde, który spytał mnie pod kościołem, czy wiem, że jestem piękna, czy przez Pana P., który po naszym pierwszym przypadkowym pocałunku, stwierdził, że na następnej randce skończymy w łóżku. Uprzedzając domysły: na następnej randce skończyliśmy na kanapie zaśmiewając się wniebogłosy z oglądanego filmu.

Francuzi całują lepiej i są lepsi w łóżku. I tym razem też mówię: nie wszyscy. Tak samo jak nie wszyscy Polacy są beznadziejnymi kochankami. Jednak nie bez powodu język francuski określa się jako język miłości, a Francję jako kraj miłości. Nie wiem jak oni to robią w kwestii pocałunków. Są całuśnym narodem i tyle. Może to urok Pól Elizejskich i nawet pan R. staje się wymarzonym partnerem? Wiecie... Pocałunek o zachodzie słońca niedaleko teatru Marigny, w tle Łuk Triumfalny... 
Jeśli chodzi o łóżko... Znajomy Francuz, który lubi umawiać się z Polkami, spytał mnie co robią Polacy, że Polki są tak beznadziejne w łóżku. Odpowiedziałam mu, że Polacy oglądają za dużo pornoli i uważają się za bogów w tej kwestii. Bogami nie są oczywiście, a potem taki mój znajomy skarży się, że musi uczyć biedne Polki, z którymi sypia, jak trzeba sprawiać przyjemność mężczyźnie. Osobiście żałuję trochę, że uciekłam od Pana P. Przy nim stwierdzenie Kobieta, która jęczy w nocy, nie gryzie w dzień sprawdzało się idealnie. 

Jest jednak jeden minus tej francuskiej sielanki. Niestety, Polki za granicą, mimo że rozpoznawane z daleka i uważane za piękne, są uznawane za łatwą i chętną zdobycz na jedną noc. Nie jest to moja opinia. Wiele razy słyszałam opowieści o zachowaniu rodaczek za granicą, które idą na dyskotekę i szukają konia do ujechania, bo przecież za granicą to nikt się nie dowie, a Polska to mały kraj. M.in. dlatego Turcy chętnie szukają żony wśród Polek, bo te mają opinie łatwych i naiwnych. Kiedy szukałam mieszkania, dostałam wiadomość od pana, który miał ok. 50 lat. Proponował mi mieszkanie i 300 euro pensji w zamian za to, że dogadzałabym mu cztery dni w tygodniu. W profilu miał sprecyzowane, że szuka Polek, Ukrainek lub Rosjanek. Niestety smutną prawdą jest to, że Polka za granicą ma często taki status jak u nas tirówki z Ukrainy czy Białorusi.

Nie zraża mnie to jednak, ponieważ szanuję swoje ciało, a mruczenie mon amour wprost do ucha jest najlepszym afrodyzjakiem.


*Mówiąc Francuzi wrzucam do jednego worka wszystkich frankofonów, czyli Belgów i Szwajcarów też.