dimanche 1 juillet 2012

Romeo & Juliette vs. Romeo & Juliette

Już jakiś czas temu zbierałam się do obejrzenia musicalu Roméo & Juliette, les Enfants de Vérone. W końcu znalazłam chwilę między napisami do Starmanii, a przygotowaniami do wyjazdu, na tę recenzję porównawczą.

Musicalu Roméo & Juliette nie muszę nikomu przedstawiać. Wyprodukowany w 2001 roku, napisany przez Gérarda Presgurvic. Opowiada historię najsławniejszej pary kochanków. Musical we Francji odniósł olbrzymi sukces, dzięki któremu mógł zostać również wysłany za granicę. W samej Francji był wznawiany kilkakrotnie, ale ja zajmę się porównaniem wersji pierwotnej z 2001 roku oraz ostatniej z 2010 roku, bo te właśnie mam na dvd.

Czy coś się zmieniło przez 9 lat?

Owszem! Po pierwsze tytuł. W 2001 roku pełny tytuł musicalu brzmiał: Roméo et Juliette, de la haine à l'amour. Jednak już w 2007 roku, podczas tournée po Azji, tytuł został zmieniony na Roméo et Juliette, les enfants de Vérone
Po drugie zmieniła się aranżacja piosenek oraz ich kolejność, która wydaje mi się bardziej logiczna w wersji 2010. 
Po trzecie zmieniła się również interpretacja. W 2001 roku, postacie w RetJ wydawały się płaskie. Pokazywano mniej emocji i tak naprawdę tylko piosenki mówiły cokolwiek o ich psychice. W 2010 aktorzy grają inaczej. Kiedy oglądałam ten musical miałam wrażenie, że wszyscy po prostu wariują w tej Weronie, a jedyną ostoją zdrowych zmysłów jest La Nourrice i Frère Laurent. Tak, dobrze przeczytaliście - wszyscy wariują, a najbardziej Mercutio i Le Prince de Vérone. Doczytałam się przed chwilą, że w wersji z 2001 roku, to Le Prince de Vérone i Lady Capulet mieli być tą ostoją rozumu.
Po czwarte zmienili się aktorzy.
Po piąte scenografia, która w nowej wersji nie jest już tak toporna, ale mimo wszystko współczuję tancerzom, którzy muszą ją pchać.
Po szóste kostiumy. W końcu zrezygnowano z lateksowych wdzianek, chociaż suknie Juliette bardziej podobały mi się w wersji z 2001 roku.
Po siódme i ostatnie, choreografia, która jest bardziej dynamiczna.

Tytuł omówiony, więc przejdźmy do aranżacji i kolejności piosenek. Nie będę ich przepisywać, tylko wkleję dwie tabelki z wikipedii.

Lista utworów z wersji 2001.

Lista utworów z wersji 2010.
Jak widać powyżej, w wersji 2010 pojawiło się kilka nowych piosenek i utworów instrumentalnych (A la vie, à la mort; Tybalt; La Reine Mab (Je rêve); Les Poupées; On prie; Vérone 2; Avoir 20 ans).
Niektóre piosenki zmieniły kolejność (La Folie; Le Balcon; Le Poète; Le Pouvoir; Le Poison; Sans elle). Zmieniła się też aranżacja Tu dois te marier, Le bal, Le bal 2 oraz Vérone 2, a na bis zamiast Les Rois du monde jest Avoir 20 ans, które nie spodobało mi się za bardzo.

Przejdźmy do interpretacji i aktorów.

JULIETTE - Cécilia Cara vs. Joy Esther
Czyli Juliette z 2001 roku i Juliette z 2010. W poście o francuskich musicalach napisałam, że Cécilia Cara mnie urzekła. Joy, w moim odczuciu, jej nie przebiła.
Dlaczego Joy Esther nie jest lepszą Juliette? Moim zdaniem, bardzo stara się zrobić z Juliette postać naprawdę tragiczną, przez co przesadza momentami. Może miała tak napisane w scenariuszu, nie wiem, ale po prostu jest mało wiarygodna, szczególnie w scenach, które wymagają pokazania silnych emocji. Niepotrzebnie zalewa się łzami. Jej głos też nie do końca mi pasuje. Momentami miałam wrażenie, że wysokie dźwięki sprawiają jej trudność. Cécilia jest jej przeciwieństwem. Mimo choroby sierocej, pasuje do roli Juliette jak ulał. Ma w sobie coś dziewczęcego, niewinnego, co pozwala jej być wiarygodną. Nie przesadza. Gra dziewczynę z głową w chmurach, w przeciwieństwie do Joy, która pokazuje nam Juliette mocno stąpającą po ziemi. No i głos Cécilii bardziej pasuje do utworów, nie ma problemów z wysokimi dźwiękami. Osobiście mam ciary słuchając jej Aimer.





ROMEO - Damien Sargue
W obydwóch wersjach to Damien gra Romea. Zmienił się chłopak przez 9 lat i bardziej odpowiada mi jego gra w wersji z 2010 roku. Jest bardziej dojrzały, pokazuje więcej emocji. Nie jest już młodym chłopakiem, który w sumie nie wie, czy się zakochał, czy się nie zakochał, a jeśli się zakochał to jak bardzo. Teraz wie i jest pewien. O wiele bardziej podoba mi się jego interpretacja. Wokalnie też jest lepiej.





BENVOLIO - Grégori Baquet vs. Cyril Niccolaï
Nie powinnam porównywać tych dwóch aktorów, ponieważ rola Benvolia w 2001 roku różni się od Benvolia z 2010. W 2001 roku Benvolio jest dobrym duchem całej trójki. To on najwięcej błaznuje. W wersji z 2010 roku, Benvolio jest rozumem swoich przyjaciół. W przypadku obu aktorów mam takie awww, chociaż bardziej przy tym drugim. Każdy z nich ma coś w sobie. Każdy interpretuje rolę na swój sposób. Mogłabym tylko powiedzieć, że Cyril jest lepszy wokalnie, moim zdaniem.





MERCUTIO - Philippe d'Avilla vs. John Eyzen
Powiedzmy sobie szczerze - Philippe d'Avilla wybitnym Mercutiem wbijającym się w pamięć nie był. Amen. Nie mam nic do jego gry, ani do głosu, ale czułam ulgę jak Tybalt go zabił. Za to jak zobaczyłam nowego Mercutia to pomyślałam O Borze! Francuski Michał Szpak! I nie przesadzam. John Eyzen ubrany w świecącą koszulę, z rozwianym włosem, kocimi ruchami i przeszywającym śmiechem naprawdę przypomina Michała Szpaka. Nie było to dobre pierwsze wrażenie, bo fanką Michała Szpaka nie jestem. Jednak John Eyzen jest lepszą wersją naszego rodzimego... ekhm... dobra. Mercutio 2010 ma bardzo nierówno pod sufitem. Ah! I w tej wersji jest biseksualny.




TYBALT - Tom Ross
Kolejny przykład na to, że czas działa korzystnie na niektórych wokalistów i aktorów. Tak jak w przypadku Damiena Sargue, Tom Ross tylko zmienił się na lepsze. Nie tylko dzięki fryzurze, przez którą początkowo go nie poznałam. Dobrze zrobiła mu też dodatkowa piosenka, gdzie obnaża całą psychikę swojej postaci, przez co widać jej tragizm. W pierwszej wersji nie mogłam załapać kim ten Tybalt tak właściwie jest i czemu wszyscy mu przeszkadzają. W nowej wersji, widać jak na dłoni jego relacje z Comte Capulet oraz jego miłość do Juliette. Na początku jest po prostu nieszczęśliwym mężczyzną. W miarę jak dowiaduje się, że Juliette kocha jego wroga wpada w furie. Kieruje nim szalona zazdrość, która prowadzi do tragedii.




LADY MONTAIGU - Eléonore Beaulieu vs. Brigitte Venditti
Nie ma co za dużo pisać. Wiadomo, że tej roli prawie nie ma. Wokalnie panie są podobne.


LADY CAPULET - Isabelle Ferron vs. Stéphanie Rodrigue
Te dwie role są różne tak jak role Benvoliów, z tym że tutaj ważniejsza jest aranżacja utworów. W pierwszej wersji musicalu Lady Capulet wydaje się być przykładną matką. Widać, że kocha córkę i chce jej szczęścia. Powiedziałabym nawet, że dobrze rozumie się z La Nourrice. W wersji z 2010 roku, Lady Capulet jest raczej oziębła. Mówi córce, co ma robić i tyle. Wokalnie panie są podobne, ale wolę jednak Isabelle Ferron. Jestem też ciekawa dublerki Stéphanie Rodrigue, Marie Klaus. Podobno była dobra.




LA NOURRICE - Réjane Perry vs. Ida Gordon
W tym pojedynku absolutnie wygrywa Réjane Perry, która dla mnie była idealną La Nourrice. Ida Gordon wydaje mi się za młoda na tę rolę. Brakowało jej takiego matczynego ciepła, widocznej miłości do Juliette. Momentami miałam też wrażenie, szczególnie w Et voilà qu'elle aime, że nie radzi sobie z piosenkami.




COMTE CAPULET - Sébastien Chato vs. Arié Itah
I tutaj też wolę odtwórcę roli Comte Capulet z 2001 roku. A za co? Za to, że jest bardziej czułym ojcem, że zależy mu na córce i za emocje, które wkłada w Avoir une fille. Arié Itah bardziej kojarzył mi się w mafiozem, niż z hrabią. Zakładam, że tak było napisane w scenariuszu, ponieważ cała rodzina Capulet wydaje mi się trochę patologiczna.




FRERE LAURENT - Jean-Claude Hadida vs. Frédéric Charter
W wersji z 2001 roku, Frère Laurent był dla mnie ciężkostrawny ze względu na wokal. Obawiałam się teraz tego samego i zostałam miło zaskoczona, ponieważ Frédéric Charter ma bardzo przyjemną dla ucha barwę głosu i świetnie zinterpretował tę rolę. Nowy Frère Laurent jest bardziej rockowy i to mi odpowiada.




LE PRINCE DE VERONE - Frédéric Charter vs. Stéphane Métro
Jak pochwaliłam Frédérica Chartera za rolę Frère Laurent, tak kompletnie mi nie pasuje do roli Le Prince de Vérone. Był w niej po prostu nudny i płaski. Nie do końca było wiadomo, co ta postać wnosi do spektaklu (poza tym, że skazuje Romea na wygnanie). Za to Stéphane Métro pokazał, że ten Prince jest po prostu wariatem. Niczym innym jak zadufanym w sobie, ale sprawiedliwym wariatem, który w sumie ma dość władzy i tego, że dwa rody ciągle się kłócą. Aż miło się na niego patrzyło. I miło się go słuchało.




LA MORT - Anne Mano vs. Aurélie Badol
I w końcu dobrnęłam do ostatniej postaci! Bardziej podoba mi się La Mort w nowej wersji z dwóch powodów. Po pierwsze nie jest wszędobylska, tylko pojawia się kiedy naprawdę musi. Po drugie, jest bardziej nieludzka, dzika. La Mort w 2001 roku była bardzo spokojna, stoicka. W 2010 ewoluowała i pokazuje, że zabijanie sprawia jej radość.

No! Mam nadzieję, że dobrnęliście do końca i że pojawi się jeszcze parę tzw. reprises. Czy polecam, którąś wersje bardziej? Nie. Każda ma swoje mocne i słabe punkty. Ja wolę wersje z 2001 roku ze względu na Juliette, ale pewnie znajdą się osoby, które będą woleć Joy Esther.
Ciekawe jak by wyglądał Le Roi Soleil czy Mozart 10 lat po premierze?