jeudi 2 août 2012

Cabaret

Do tej recenzji przymierzałam się długo. Co prawda pisałam już o tym musicalu zaraz po powrocie z Francji w ubiegłym roku, jednak to było raczej nieudolne streszczenie niż recenzja jako taka. Emocje i w ogóle... Po moim drugim wypadzie na Cabaret nie napisałam nic, bo zabrakło mi czasu, więc piszę teraz. Przez ten rok miałam okazję przyjrzeć się musicalowi, jego historii, filmowi i wielu, wielu innym rzeczom.

W moim krótkim życiu widziałam wiele musicali z różnych krajów, różnych autorów, w różnych obsadach. Próbowałam znaleźć mój ulubiony, ale tak naprawdę każdy mógł nim zostać. Np. Metro, bo to pierwszy musical jaki widziałam; Le Roi Soleil, bo dzięki niemu nauczyłam się francuskiego, czy Mozart l'Opera Rock, bo to moje pierwsze wielkie tłumaczenie i pierwszy francuski musical, który widziałam na żywo. Jednak nie... Został nim Cabaret, a na drugim miejscu uplasowali się Les Miserables.
Naturalnie, Cabaret nie jest francuskim musicalem, ale na żywo widziałam tylko francuską wersję, więc siłą rzeczy będzie o niej.


Pierwszy raz o tym musicalu usłyszałam w 2007 roku, kiedy święcił triumfy w Folies Bergere, jednak oczarowana Królem Słońce nie zwróciłam na niego w większej uwagi. Wcześniej musiałam kiedyś widzieć film z Lizą Minnelli, ponieważ piosenki kojarzyłam dobrze. W 2009 czy 2010 roku trafiłam na zdjęcia Claire Perot z tego musicalu i pożałowałam, że nie zainteresowałam się musicalem wcześniej, ale okazało się, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. W 2011 roku Cabaret wrócił. Skręcało mnie na myśl, że miałabym to przegapić, tym bardziej kiedy dowiedziałam się, że Emmanuel Moire zagra rolę Maitre de Ceremonie (zwanego potocznie MC albo Emcee). Wtedy było już pewne: IDĘ.
Mimo tego, że żałowałam pięknej widowni z Folies Bergere, to było najlepiej zainwestowane 56, a potem 80€.


Cabaret to najpiękniejsza historia jaką można przedstawić na scenie. W dodatku dotyka tragicznej historii Europy (dojście Hitlera do władzy, holokaust). Wszystkie tematy poruszane w musicalu są bliskie mojemu sercu, ponieważ już jako 3-letni brzdąc wiedziałam, kto to był Hitler i kiedy była II Wojna Światowa, jednak to był pierwszy raz kiedy widziałam historię opowiedzianą od strony Niemiec. W ciągu 22 lat mojego życia zdążyłam przeczytać mnóstwo książek na temat IIWŚ w Polsce, we Francji, obozów, powstania... Słyszałam też świadectwa mojej rodziny, która uciekała z Warszawy czy przeżyła obóz, oraz świadectwa Powstańców, którzy odwiedzali moje liceum, ale nigdy nie wiedziałam jak wyglądało życie w nazistowskich Niemczech. Cabaret, a potem książki Isherwooda uzupełniły tę lukę. 
Jest to też musical o wielkich marzeniach, które umierają w starciu z rzeczywistością, o upadku człowieka, o trudnych decyzjach, poświęceniu i wielkiej miłości. Opowiada on historię gwiazdy Kit Kat Klubu, Sally Bowles, i amerykańskiego pisarza Clifforda Bradshaw, a także postaci drugoplanowych - Fraulein Schneider, która wynajmuje pokoje w swoim mieszkaniu, by przeżyć, oraz Herr Schultza, Żyda, który ma swój sklepik z owocami i mieszka u Fraulein Schneider. A wszystko to z nazizmem (postać Ernst Ludwiga i Fraulein Kost) i radosnym życiem Kit Kat Klubu (Maitre de Ceremonie) w tle.



 We Francji musical miał swoją premierę 26 października 2006 roku w osławionym music hallu Folies Bergere. Przez półtora roku zagrano tam ponad 450 przedstawień, za każdym razem przy pełnej widowni. Trupa zgarnęła 7 nominacji do nagrody teatralnej Moliere, a na premierę przybyła sama Liza Minnelli. Kit Kat Klub ostatni raz podniósł kurtynę 8 lutego 2008 roku.
Na fali popularności został również zrealizowany teledysk do piosenki Willkommen, a trupa gościła w wielu programach z występami.


Jeśli chodzi o obsadę w 2006 roku to wyglądała ona tak:
MC - Fabian Richard
Sally Bowles - Claire Perot
Cliff Bradshaw - Geoffroy Guerrier
Fraulein Schneider - Catherine Arditi
Herr Schultz - Pierre Reggiani
Fraulein Kost - Delphine Grandsart
Ernst Ludwig - Patrick Mazet





W maju 2011 roku gruchnęła wiadomość, że Cabaret wraca na paryską scenę, ale tym razem do Teatru Marigny, a potem rusza w tournee. W czerwcu okazało się, że twórca obecnej wersji musicalu, Sam Mendes, zażyczył sobie, żeby przy każdym wznowieniu spektaklu, rolę MC grał ktoś inny. W ten sposób Emmanuel Moire zastąpił Fabiana Richard. Reszta obsady się nie zmieniła.



Można powiedzieć, że oprócz odtwórcy roli MC, nic się nie zmieniło. A jednak... Role dojrzewają razem z artystami, więc można było się spodziewać, że Claire Perot inaczej zinterpretuje rolę Sally Bowles w wieku 24 lat (bo tyle miała w 2006 roku), a inaczej w wieku 29 lat. Sama przyznała, że Sally dojrzała razem z nią, co widać nawet we fragmentach, które można znaleźć na youtube'ie. Dla porównania Mein Herr z 2006 i 2011 roku oraz Cabaret. Nawet ten, kto nigdy nie widział musicalu na żywo zauważy, że w 2011 roku Sally jest bardziej agresywna, czy szalona.










A teraz parę osób będzie chciało mnie zlinczować, parę wyśmieje, niektórzy się zgodzą, inni nie, a moi znajomi zarzucą mi brak obiektywizmu, ale napiszę dlaczego MOIM ZDANIEM Emmanuel Moire nie przebił w roli MC Fabiana Richard.
Na wstępie muszę zaznaczyć, że wiem, że po obejrzeniu spektaklu po raz pierwszy zachwycałam się Manu, ale wtedy mało obchodziło mnie, że 5 lat wcześniej Fabian Richard interpretował tę rolę. Muszę też napisać, że Manu Moire stanął przed bardzo trudnym zadaniem - musiał zmierzyć się z rolą, którą, tak naprawdę, Fabian Richard stworzył od początku do końca, której interpretacja w jego wykonaniu była perfekcyjna i która stała się kultowa. I podołał temu, ale niestety swojego poprzednika nie przebił.
Teoretycznie nie powinnam porównywać tych dwóch panów, ale i tak nie uniknęli porównań, więc...


Obydwaj panowie zdobyli tę rolę w podobnym wieku (F.Richard - 31, E.Moire - 32) i w podobnej sytuacji. Fabian Richard przed zdobyciem tej roli chciał zrezygnować z zawodu aktora, ponieważ nie dostawał żadnych propozycji zawodowych. Z kolei Emmanuel Moire został właśnie wyślizgany przez wytwórnię. Temu pierwszemu zaproponowano najpierw rolę w zespole, jednak Fabian nie gra na żadnym instrumencie. Dowiedział się, że jest jeszcze rola MC do wzięcia. Przeczytał scenariusz i, jak sam twierdzi, zrozumiał tą postać od początku do końca. Produkcja też tak uznała. Były manager Emmanuela Moire, Bruno Berberes, zaproponował mu udział w castingu do roli MC 3 dni po tym, jak Moire odszedł z Warnera. Czy zrozumiał tę rolę tak jak trzeba, nie jestem pewna, ale ją dostał.

Fabian Richard
Ale do sedna... Napisałam, że, kiedy pierwszy raz ekscytowałam się musicalem, nie obchodził mnie Fabian Richard. Krótko po tej notce, włączyłam sobie płytę ze spektaklu, którą kupiłam w teatrze Marigny. Zawiera ona wersje piosenek z 2006 roku i 2 piosenki (Willkommen i Je m'en fous) w wykonaniu Emmanuela Moire. Kiedy pierwszy raz usłyszałam jego głos, pomyślałam, że jest niezły i im dłużej słuchałam tej płyty (a od 10 miesięcy słucham jej minimum kilka razy w tygodniu), tym bardziej zachwycał mnie głos i interpretacja tamtego MC. Interpretacja, której brakowało Emmanuelowi.
Kiedy wróciłam do Paryża w grudniu (po bliższym zapoznaniu się z Fabianem Richard), moje obawy się potwierdziły. Emmanuel Moire i jego zdolności interpretacyjne leżą i kwiczą. Po prostu widać, że nie jest zawodowym aktorem. Nie widziałam całego spektaklu z Fabianem Richard, ale fragmenty, płyta i zdjęcia starczają mi do tego, by z ręką na sercu stwierdzić, że oglądając go to był stuprocentowy MC, a nie Fabian Richard w roli MC. Kiedy słyszę jego Je m'en fous mam dreszcze.
Żeby było ciekawiej, długo nie szukałam informacji na jego temat w internecie. Kiedy się za to wzięłam, zdziwiłam się jego prawdziwym wyglądem, ponieważ dla mnie miał ciągle twarz MC, makijaż, fryzurę etc., a tutaj zobaczyłam faceta z kurwikami w oczach, 3-dniowym zarostem i kręconymi loczkami zaczesanymi do tyłu. Do tej pory, mój mózg nie potrafi połączyć Fabiana Richard z rolą MC.

Emmanuel Moire
Emmanuel Moire w roli MC, to ciągle Emmanuel Moire w roli MC. Niestety... Teraz nawet jak przeglądam Bande annonce czy jakieś fragmenty, mam wrażenie, że Emmanuelowi brakuje naturalności w ruchach. Wszystkie gesty i kroki są wystudiowane. Wiem, że w scenariuszu wszystkie gesty i ruchy są wyznaczone i muszą być wykonane z precyzją, co do milimetra, ale nawet jeśli na rolę są nakładane takie wymagania, zadaniem aktora jest wejście w rolę w taki sposób, żeby te ruchy wydawały się przynajmniej naturalne. Fabianowi się udało, Manu poległ. Amen.


Jeśli chodzi o moja opinię odnośnie całego spektaklu, to, tak jak napisałam, jest to mój ulubiony musical. W ciągu roku zdążyłam obejrzeć kilka wersji Cabaret, w całości lub tylko fragmenty. Z Broadway'u z kilkoma MC, angielską z 1993 roku, z 1998, hiszpańską, a nawet Hannę Śleszyńską śpiewającą Mein Herr. Jednak, moim zdaniem, francuska trupa jest najlepsza. Nie piszę tego przez sentyment. Cabaret wymaga całej palety silnych emocji. Jest to spektakl, który wyczerpuje aktorów nie tylko fizycznie, ale także psychicznie. Każdy odtwórca jakiekolwiek roli musi przeskoczyć swoje własne granice. I francuskiej trupie to się udało. Angielskiej, którą możecie obejrzeć tu to już nie wyszło. Zacytuję reżysera Cabaret, BT McNicholl:

Teatr nie jest rozmową o matematyce czy ekonomii. To są emocje, uczucia, które aktorzy rozumieją machinalnie w każdym kraju. 
To tak jakby oglądać mecz, żyjemy i umieramy przy każdej akcji. Dla mnie to to samo, kiedy oglądam spektakl.

Na zakończenie tej, trochę przydługiej recenzji, w której zapomniałam napisać połowę, z tego, co chciałam napisać, zamieszczam fragmenty ze spektaklu z 2006 roku i z 2011 (w tym, dla porównania, Je m'en fous w wykonaniu 2 MC).