mercredi 8 août 2012

Kraina Deszczowców.

To był jeden z tych dni kiedy pogoda kompletnie mnie zdemotywowała chociaż nie zaskoczyła... Dzień zimny i pochmurny. Siedziałam w domu. Z nudów zaczęłam bawić się w kucharkę i zrobiłam cebularze. Drożdże mi ładnie wyrosły, ciasto też. Zjadłam i żyję. Czyli jednak umiem piec. Przepis wzięłam stąd.
Pomalowałam paznokcie, nakarmiłam piranie taty i pokrzyczałam do ściany. Osoby, które zajmowały się lub zajmują się teatrem wiedzą po co krzyczy się do ściany. Mam nadzieję, że sąsiedzi nie mają mi tego za złe.

Jestem niesamowicie podekscytowana! Od grudnia żyję myślą o tej szkole i przygotowuję się, a już za nie cały miesiąc tam będę! 

A i niedługo chyba wydam książkę ze wzorami listów motywacyjnych po francusku. Pan Ł. podziwia moją kreatywność i niebawem będziemy mogli pochwalić się listami na każdą okazję. Naturalnie, jeśli pan Ł. nie znajdzie pracy.

Tak sobie myślę... Chyba zrobię gruntowne porządki w moich znajomych na facebooku... Jeśli ktoś z moich znajomych, kto czyta tego bloga, zorientuje się, że nie ma mnie w swoich znajomych, to znaczy, że po prostu nie chcę z nim utrzymywać kontaktu jakiegokolwiek.

I tak właśnie mijają nudne deszczowe dni w Krainie Deszczowców...

Tak, umiem zwinąć język w trąbkę (co jest podobno uwarunkowane genetycznie), a moje włosy z wiekiem stają się coraz bardziej pokręcone i nie mam pojęcia dlaczego.