lundi 20 août 2012

Work vs. Life

Krótka notka. Zaraz muszę się położyć, bo jutro czeka mnie minimum 8 godzin w Atrium, w tym serwis solo w porze lunchu. Miałam pisać dlaczego nie będę mogła rozstać się z moją restauracją, ale to będzie musiało poczekać. Od kilku dni spędzam w pracy 6-7 godzin i wracam padnięta koło północy. Dzisiaj akurat trafił mi się serwis od 11 do 17 ze względu na Sunday Roast Diner, więc mogłam pocieszyć się wieczorem przed telewizorem.

Bawi mnie to jak kelnerki zmieniają wygląd. Dlatego pokażę mój strój codzienny i roboczy.

Moi przed pracą, jeszcze w domu.

Moi przed pracą w staff roomie przed zasyfionym lustrem.
Lubię mój służbowy mundurek, mimo że jest mi w nim piekielnie gorąco ostatnio (tak! mamy upały!), ale nie przeszkadzają mi spodnie w kancik, biała koszula, fartuszek (obciążony notesikami, długopisami i korkociągiem) i kamizelka. Chociaż cieszę się, że Tony nie próbował zawiązać mi muchy na szyi. ;)