vendredi 17 août 2012

Wujek Google.

Za 2 tygodnie wyjeżdżam do Paryża...
I tak szczerze powiedziawszy jestem przerażona. Czekałam na to prawie 4 lata,  a teraz umieram ze strachu. I nawet pan Ł., który pisze mi, że zrobimy sobie piknik przy kanale St Martin mnie nie pociesza.
Najśmieszniejsze jest to, że jeszcze nie wiem jak dostanę się do Francji: pociągiem, samolotem czy promem... To jest do przedyskutowania. L'Eurostar jest cholernie drogi... Bilet do samego Londynu też. Easy Jet jako linie lotnicze mnie nie przekonuje (bo moja walizka waży na pewno więcej niż 20 kg). O lotnisku Charlesa de Gaulle'a nie wspominając. Prom jest najtańszy (chociaż znalazłam bilet lotniczy w tej samej cenie), ale nie uśmiecha mi się fatygowanie znajomego żeby wyjechał po mnie do Calais (mimo że sam się zaoferował).

W ramach zabicia czasu, znęcałam się dzisiaj nad Wujkiem Google, a konkretniej nad jego mapami.
Wnioski są następujące:
- do pana Ł. będę miała 2,8 km na piechotę, czyli ok. 35 minut. Zazwyczaj chodzę szybciej...
- do Manu Moire będę miała 4,2 km, czyli 52 minuty.
- do szkoły 8,4 km, czyli godzinę i 48 minut (na piechotę). Oczywiście zamiast leźć te 8 i pół kilometra wolę wziąć metro.
- do pana F. 11,2 km, czyli 2 godziny i 26 minut.
- do mojego ulubionego miejsca w Paryżu, czyli Sacre Coeur 3,5 km, czyli 49 minut.
- nad Sekwanę 1,3 km, czyli 16 minut. Będzie gdzie biegać.
- do najbliższego parku 350 m, czyli 5 minut. Tam też chcę biegać, ale pan Ł. twierdzi, że szybko mi się w głowie zakręci.

Ale zanim będę miała to wszystko pocieszę się jeszcze angielską pogodą i plażą gdzieś nad Kanałem La Manche. Zapowiadają 29 stopni na weekend. Grzechem by było nie skorzystać!