lundi 13 août 2012

Z nieba spadły gwiazdy...

Rok temu pisałam o tym jak szczęśliwa czułam się jedząc lody na placu przed kościołem. Korzystałam wtedy z pierwszych promieni jesiennego słońca. Czułam się też szczęśliwa i wolna jadąc rowerem przez winnice. Było mi po prostu cudownie...

Przez ten rok próbowałam odnaleźć to uczucie jeszcze raz.

Dziś wieczorem wyszłam na długi spacer. Doszłam aż do Hoo zasłuchana w utwory z Les Miserables. Po kolacji miałam iść z tatą i bratem oglądać deszcz meteorytów. Tata jednak skapitulował na rzecz ceremonii zamknięcia Igrzysk Olimpijskich, więc poszłam sama.

Na łące ogarnęła mnie przerażająca cisza. Słyszałam tylko lekki szum drzew. Łąkę otacza las. Stałam kilka minut z zadartą głową i przypomniało mi się jak wypatrywałam spadających gwiazd, które miały spełnić moje życzenia kiedy byłam mała. W końcu położyłam się na trawie i dalej patrzyłam w niebo. Gwiazdy spadały jedna za drugą, czasami przeleciał samolot, satelita... A ja leżałam, wdychałam zapach trawy, czułam chłód na gołych nogach i wymyślałam kolejne życzenia. Dołączył do mnie jakiś pies, którego właściciel wypuścił na spacer. Położył się przy mnie, więc leżeliśmy razem.

Nie wiem ile tak leżałam i patrzyłam w niebo zachwycona jak dziecko. Leżałam tak z psem i własnymi myślami. Cieszyłam się, że potrafię jeszcze docenić takie drobiazgi jak spadające gwiazdy. I odnalazłam to uczucie wolności i szczęścia.

Życie jest po prostu piękne.