jeudi 27 septembre 2012

Autant en emporte le vent

Przyznam, że do tego musicalu jakoś nie chciało mi się podejść. Nie wiem czemu. Obejrzałam sporo innych musicali, a tego nie mogłam. Nie zachęciło mnie do tego tłumaczenie 2 piosenek, o które poprosiła mnie kiedyś pani A., nie zachęciły mnie jej żywe rekomendacje... Ale w końcu przyszedł pewien zimowy wieczór kiedy nie miałam dostępu do internetu i wybitnie się nudziłam. Wzięłam więc w obroty Autant en emporte le vent. I hej! Ten musical jest świetny!

 Historia jest wszystkim znana - to nic innego jak Przeminęło z wiatrem opowiedziane w 2 godziny za pomocą pięknych piosenek. Oczywiście, jako, że czas ogranicza, niektóre wątki przedstawiono po łepkach, ale to nie ujmuje musicalowi.
Wszystko zaczyna się od tego, że prapraprapraprawnuczka Scarlett, Ketty O'Hara opowiada swoim wnuczkom o życiu na południu Stanów, a potem przechodzi do opowieści o swojej prapraprapraprababci. Widzimy zapowiedzi wojny, przemowy przywódców. Musical otwiera piosenka Le bien contre le mal - piosenka żołnierzy, ale zaraz potem przenosimy się na słodkie, kolorowe, swojskie, amerykańskie barbecue i poznajemy wszystkich bohaterów. Tutaj, przez piosenki Seule, Bonbon rose, Nous ne sommes pas, Lache, Gatee, Ma Terre, poznajemy też całą intrygę przedstawienia, czyli uczucie Scarlett do Ashleya, fakt, że jest zaręczony z Melanie i uczucie jakie Rhett żywi do Scarlett. Niestety sielankę przerywa wybuch wojny secesyjnej, co jest nadzieją dla czarnych niewolników (Etre noir) Impreza przenosi do Atlanty (Vous dites, Elle, Si le vent m'emporte, Putain), do której wojna też dociera i zmusza Scarlett i Melanie do ucieczki (Je rentre maman, Je jure).
Drugi akt otwiera... streszczenie pierwszego. Wojna powoli dobiega końca. Jedni liczą straty, jak ojciec Scarlett (J'ai tout perdu), inni, np. czarni niewolnicy, zyski (Tous les hommes). Żołnierze wracają z wojny, w tym ukochany Scarlett, Ashley, za którym nadal się ugania (Scarlett). Jednak straty są tak wielkie, że Scarlett musi szukać bogatego jelenia żeby uratować swoją ziemię. Pierwszą jej ofiarą ma być Rhett Butler (Ma vie coule), ale zostaje wyśmiana, więc bierze w obroty adoratora siostry (Mentir). Jest to krótki epizod, po którym Rhett Butler jednak decyduje się na ślub z kobietą, która go odrzuca (Marions-nous), ale ta nie rezygnuje z romansu z miłością swojego życia, przez co społeczeństwo odwraca się od niej (Que savez-vous de l'amour). Mąż w końcu też ma dosyć. Sytuacja staje się napięta (Que veulent les femmes). Do tego stopnia, że owocuje tragedią - ginie córeczka Scarlett i Retha (Melopee), a zaraz potem umiera jedyna przyjaciółka Scarlett, Melanie (Morte). Wtedy młoda kobieta dopiero zdaje sobie sprawę, że miłością jej życia nie jest Ashley, ale Rhett Butler (Je vous aimais), ale jest już za późno (Sourd). Rhett odchodzi.

Jak widać streszczenie pierwszego aktu przeleciałam dosyć szybko, a nad drugim trochę się rozwodziłam. Nie mogłam inaczej zrobić - pierwszy akt to kilka długich scen, podczas których słyszymy kilka piosenek. Akcja staje się bardziej dynamiczna dopiero w drugim akcie, ale jest jeden moment, gdzie pewne wydarzenia uciekają. Chodzi o piosenkę Mentir. Dopiero oglądając musical za 3 razem zorientowałam się, że ona jednak wyszła za Kennedy'ego. Słowem: konstrukcja musicalu jest trochę nieprzemyślana.
Ale to nie zmienia faktu, że lubię ten musical. Głownie ze względu na piosenki, ale też ze względu na aktorów. Scarlett jest rolą, którą chciałabym zagrać (nie mówię, że w musicalu... ogólnie). Lubię tego typu charaktery i moim zdaniem Laura Presgruvic (mimo że jest córką autora i ma wkurzającą manierę śpiewania) zagrała ją perfekcyjnie. Zresztą już z twarzy jest taką Scarlett. To samo jeśli chodzi o odtwórcę roli Rhett Butlera, czyli Vincent Niclot. Sophie Delmas, mimo że nie ma wielkiej roli (Belle Watling), jest absolutnie genialna. Wiedziałam to już wcześniej, kiedy usłyszałam jej interpretację La loi du plus fort (The winner takes it all). Za Arie Itah nie przepadam, ale wyjątkowo mi się podobał w roli Geralda O'Hary. Sandra Leane w roli Melanie Hamilton (mimo mojej niechęci do tej roli), jest tak urocza, że jej piosenki lubię chyba najbardziej. Niestet nie mogę tego powiedzieć o Cyrilu Niccolai. Jeśli chodzi o wygląd, to pasuje świetnie do roli, ale głos i interpretacja nie podeszły mi zupełnie. No ale to też nie jest rola, która mi się podoba. Jeśli chodzi o Dominique Malgoire (Mama) i Joela O'Cangha (Przywódca niewolników) to szkoda, że ich role (a przynajmniej tego ostatniego) nie są bardziej rozbudowane i bardziej zakorzenione w historii.

Czy polecam? Tak. W końcu to musical trzech największych twórców francuskich musicali: Dove'a Attia, Alberta Cohena i Gerarda Presgruvica. W dodatku w reżyserii i z choreografią Kamela Ouali. Przy okazji posłuchamy pięknych piosenek i zobaczymy dobrych aktorów.

Na koniec kilka piosenek.