mercredi 12 septembre 2012

Cheri, faut qu'on parle.

Wczoraj miałam okazję obejrzeć komedię Guillaume'a Renoult Cheri, faut qu'on parle w Theatre de la Main d'Or. Przyznam bez bicia, że kiedy szukałam jakiegoś spektaklu do obejrzenia na pewnej stronie to właśnie ten tytuł mnie przyciągnął. A kiedy obejrzałam teaser powiedziałam sobie: IDĘ.


Sandrine (Lydie Melki) chce mieć dziecko, ale na razie to jej partner, Patrick (Guillaume Renoult), raczej potrzebuje niańki. Zachowuje się jak dziecko, zamiast wyjść do teatru woli oglądać mecz... I myśli, że jest świetnym tancerzem, modelem, piłkarzem, znawcą sztuki, łowcą owadów, wokalistą i nie wiadomo kim jeszcze. Innymi słowy: standardowy obraz mężczyzny. Sandrine za to jest delikatna, romantyczna, uwielbia Dirty Dancing, swoje przyjaciółki i sztukę (która też jest romantyczna). Cała sztuka przedstawia kilka dni z życia tej pary. Codzienne sprzeczki, rozmowy, sytuacje... A wszystko po to, by Patrick w końcu zechciał zostać ojcem.

Całość została tak napisana i rozegrana, że sala śmiała się wniebogłosy od początku do końca. Błyskotliwe dialogi, żarty, stereotypy, dynamiczna akcja. I teatr w teatrze, dzięki czemu widz bawił się jeszcze lepiej. W dodatku widać było, że aktorzy lubią się i długo nad tym pracowali. Dynamika niektórych scen wymagała idealnego perfekcjonizmu. Brawo również za świetny kontakt z publicznością, co jest rzadkością w tego typu przedstawieniach. Komedie romantyczne są na ogół tak tworzone, że cała akcja i jej dynamika ma przebiegać tylko między aktorami, zostawiając widzów po drugiej stronie rampy. A tu niespodzianka! Braliśmy czynny udział w spektaklu.

Moja ocena? POLECAM! Sama chętnie wybiorę się jeszcze raz.
Spektakl można obejrzeć aż do 27 listopada w Theatre de la Main d'Or (11) we wtorki o 20:00 i w niedziele o 17:30.
Bilety w cenie: 22€, ale można upolować zniżki. Ja zapłaciłam 3€ w kasie teatru.



A w poniedziałek Fais-moi une place z panem F. Nie mogę się doczekać!