mardi 11 septembre 2012

Paryski podryw.

Francja kraj miłości, tak?
Język francuski to język kochanków...
A sami Francuzi... jak już pisałam... są nieźli w łóżku.

Dziś będzie parę słów o metodach podrywu Francuzów, jednego Włocha i paru arabów z jakimi spotkałam się na ulicy.

1. Na samochód.
Zdarzyło mi się to dzisiaj, kiedy szłam do koleżanki ze szkoły na obiad. Było już po 12, więc każdy szanujący się Francuz pędzi wtedy na lunch. Przechodziłam obok samochodu, w którym siedziało dwóch mężczyzn. Nie zwracałam na nich uwagi ani nic.
Jeden nagle krzyknął za mną: On dit bonjour! (Mówi się dzień dobry!)
Zignorowałam to. Koleżanka wyjaśniła mi, że takiego gościa można zagiąć odpowiadając mu bonjour.

2. Na czuły szept.
A to zdarzyło mi się wczoraj. Szłam sobie na próbny dzień do restauracji. W stroju pingwina oczywiście. Niedaleko Gare du Nord mijający mnie facet rzucił mi od niechcenia tonem, który miał mnie teoretycznie rzucić na kolana: T'es charmante! (Jesteś urocza/słodka i inne synonimy)

3. Na wyznanie.
Jak usłyszeć najwięcej komplementów w swoim życiu? Przejść się bez męskiej obstawy od placu Blanche do placu Pigale i dalej aż do Sacre Coeur wieczorem. Imigranci pracujący w małych naleśnikarniach na tej trasie obsypią cię milionem komplementów od banalnego La belle! po Je t'aime! w kilku językach.

4. Na uśmiech.
Przyznaję, że sama często stosuję tę metodę. Po prostu jeśli widzę kogoś przystojnego to posyłam mu uśmiech. I odwrotnie. Często ktoś mi posyła uśmiech. Najłatwiej jest zrobić to w metrze albo w autobusie. Kilka dni temu, kiedy wracałam dosyć późno od pana Ł. do autobusu wsiadł pan Rastaman i bardzo chciał kogoś usadzić na wolnym miejscu. Nie znalazł chętnego, więc sam się usadził akurat na przeciwko nie. Śmiałam się z jego wysiłków, więc odwzajemnił uśmiech. Wymieniliśmy parę zdań.
W ubiegły czwartek zastosowałam tę samą metodę na Panu F., który z uporem maniaka przyglądał mi się kiedy rozmawiałam przez telefon. Podchodząc bliżej posłałam mu uśmiech, na który odpowiedział swoim uśmiechem małego chłopca.

5. Na nową w pracy.
Kelner o imieniu Kevin, bratanek szefa, rozwalił mnie wczoraj jednym pytaniem. Na początku było ca va, żartowaliśmy, atmosfera była przyjemna aż nagle, kiedy szukałam czegoś za barem, a on wycierał szklanki słyszę:
T'as un copain? (Masz chłopaka?)
Trochę mnie zatkało, ale zgodnie z prawdą odpowiedziałam: Oui.
Kevin posmutniał i przestał żartować.

6. Na bazylię.
W tej samej restauracji pizzę robił Turek, który był chyba najmilszym pracownikiem. Cały czas zagadywał, uśmiechał się, dmuchał mi w szyję kiedy stałam. W końcu wręczył mi gałązkę bazylii, bo w końcu liczy się gest.

7. Na pocałunek.
A facet, z którym obecnie się spotykam skradł mi buziaka, kiedy odbierał mnie z portu w Calais. I to był jeden z najlepszych pocałunków w moim życiu. Teraz sama się nadstawiam.