mardi 16 octobre 2012

Jardin du Luxembourg

Przeglądając zdjęcia na komputerze z myślą Muszę kupić aparat!, znalazłam kilka zdjęć zrobionych jeszcze we wrześniu w Ogrodach Luksemburskich. Tym samym postanowiłam zrobić porządek w zakładkach na blogu i dodać jedną nową: Les coins de Paris, w której znajdą się ciekawe miejsca w Paryżu.

Tak więc ten dział otwierają oficjalnie Ogrody Luksemburskie.
Nie chcę pisać o ich historii. Każdy może sobie wejść na wikipedię i przeczytać. Nie w tym rzecz...

Jardin du Luxembourg bardzo lubię i to chyba mój ulubiony jardin w Paryżu. Pierwszy raz byłam tam w 2009 roku, ale przez zmęczenie i brak czasu nie zdążyłam się przyjrzeć temu miejscu. We wrześniu z kolei długo zbierałam się żeby tam pójść. Chciałam żeby pogoda była ładna, chciałam zaciągnąć tam pana Ł., chciałam powłóczyć się śladami Jeana Valjean, Cosette i Mariusza. Skoro odkryłam już ulicę Plumet, na której, niestety, nie znalazłam słynnego ogrodu, dowiedziałam się, gdzie był klasztor Picpus, to czemu nie Ogród Luksemburski, a potem róg ulicy Konopnej i Zakręt i jeszcze parę innych ulic...
Hmmm... Może w czasie ferii jesiennych zrobię wycieczkę pod tytułem Śladami Nędzników i opiszę ją tutaj?

Wracając do Ogrodów... Kiedy się tam wybrałam, oczywiście byłam bez pana Ł., pogoda była paskudna, światło żadne, ale i tak byłam oczarowana. Jardin du Luxembourg przypomina mi mój ulubiony park w Warszawie: Łazienki Królewskie. Pan Ł. wysłał mnie do dzielnicy Łacińskiej na poszukiwanie książki do socjologii. Książkę znalazłam, a że do spotkania z panem Ł. zostały mi jeszcze ze dwie godziny to poszłam w stronę Odeonu, do księgarni teatralnej, a zaraz potem nogi mnie zaniosły za Odeon, prosto do Ogrodów Luksemburskich. I tak oto, wśród miliona turystów, znalazłam spokój w sercu miasta.



Nawet Żelazna Dama się załapała.