samedi 27 octobre 2012

Je lui ai manque.

Bluzkę z takim właśnie napisem miałam dziś na sobie. Cała moja grupa była święcie przekonana, że to po polsku nie rozpoznając rodzimego języka w tych 4 słowach na moich piersiach. I tak myślę, że te 4 słowa były jakąś cholerną wyrocznią. Zakładając tę szarą bluzkę z długim rękawem, którą kupiłam rok temu w Warszawie, w Reserved, myślałam, że śmiesznie by było gdyby ktoś za mną tęsknił. Pomijając moją rodzinę naturalnie.

No i sobie siedzę  w tej mojej bluzce, obieram mandarynki (przytaszczyłam dziś 2 kilo do domu), modlę się o cierpliwość do mojego współlokatora, o nowe lokum, czytam głupoty, relaksuję się przed weekendem w pracy. Z mojego relaksu wyrywa mnie sms.

Przepraszam Cię. Twoja obecność mnie przytłoczyła i musiałem się wycofać. Tak właśnie reaguję... Szkoda, bo mogliśmy dzielić miliony rzeczy. Żadna kobieta nie zrobiła takiego spustoszenia w moim życiu jak Ty. Codziennie myślę o Tobie i tęsknię.

Na początku nie rozpoznałam numeru. Pomyślałam: co to za idiota. A potem doznałam olśnienia. I zabolało mnie pod tym cholernym napisem. Zakuło, zapiekło, ścisnęło, motyle się obudziły, a ja instynktownie chwyciłam za telefon i byłam gotowa powtórzyć to, co on już słyszał, ale w końcu nie zrobiłam tego.

Tu sais ou tu peux me trouver. C'est a toi de jouer...

Paryskie romanse mnie wykończą. Psychicznie.