mardi 16 octobre 2012

L'art de gifler.

Czyli jak komuś przywalić i nie zrobić mu krzywdy. Tego dziś się uczyliśmy...

Mam wrażenie, że dzisiaj zajęcia z mimu i z gry wzajemnie się uzupełniały. Na mimie (jakkolwiek to brzmi) pracowaliśmy nad mechaniką ruchu. Nic ciekawego, do wytłumaczenia. Po prostu pracowaliśmy nad kontrolą własnego ciała. Od całego korpusu aż do oczu.

Za to na jeu et interpretation, Adriano i Victoria ogłosili nam, że próby do Roberto Zucco zaczynamy w listopadzie, po feriach, a te dwa tygodnie, które zostały nam do ferii poświęcimy na pracę fizyczną nad naszym ciałem, gestami, a także na odnajdywaniu się na scenie.

No i zaczęliśmy ostro: od sztuki tłuczenia się po ryju. To znaczy od policzkowania się.

Kadr z filmu Il n'y a plus rien. Fabian Richard i Liza Pastor.
To nie jest wcale takie łatwe jak się może wydawać.

Il n'y a plus rien.
Po pierwsze, trzeba wymierzyć dobrze odległość. Tak żeby nie pobić partnera i żeby widz nie zorientował się, że tak naprawdę nikt nie dostał w twarz.
Po drugie, partner, któremu sprzedajemy liścia musi być mocno skoncentrowany.
Po trzecie, w czasie uderzenia, osoba policzkowana musi wykonać odpowiedni ruch głową i jednocześnie klasnąć w dłonie.
Po czwarte, trzeba mieć bardzo dobry refleks jeśli nasz partner planuje spoliczkować nas kilka razy.

Potem przeszliśmy do prawego sierpowego. Sprawy się trochę skomplikowały, ale zasady te same. Z tym, że tutaj w grę wchodzi całe ciało zarówno osoby uderzającej, jak i uderzanej. W sumie to zwłaszcza uderzanej. Najbezpieczniej jest odebrać cios całym ciałem, ale nie lądować na deskach. Bo lądować na deskach trzeba umieć... Ja teoretycznie umiem, a w praktyce wyszło inaczej...

Jeśli bitwa toczy się między dziewczynami, to możemy zastosować tzw. truc des filles. Czyli wytargać przeciwnika za włosy. Bierzemy się z partnerem za uszy (ale delikatnie) i machamy głowami na prawo i lewo z taką siłą i piskami żeby kudły fruwały.

Kiedy przeciwnik znajdzie się na podłodze, możemy też nim wyfroterować scenę ciągnąc go za włosy (jeśli jest za co ciągnąć). Kładziemy rękę na tyle jego głowy, on łapie nas za nadgarstki i jeździ z odpowiednimi wrzaskami i grymasami.

Ostatnią opcją jest załatwienie przeciwnika poprzez uduszenie. Obejmujemy szyję rękami, ale nie naciskamy kciukami na gardło. Partner wiesza się na naszych nadgarstkach, a my przechodząc na jego bok, powoli kładziemy go na podłodze.

Kiedy już opanowaliśmy te 5 ciosów, Victoria i Adriano poprosili nas o zrobienie scenek z wykorzystaniem ich. No i cóż... Mało czasu, partner... mógłby  być lepszy... Nie lubię sama planować. Skończyło się tak, że Alex dostał w twarz naprawdę, bo za blisko podszedł, a ja za bardzo się zamachnęłam. Potem, posyłając mi prawego sierpowego, źle się okręciłam i źle upadłam. Rezultat: podarte rajstopy, zdarte kolano i parę siniaków. Ale sądząc po reakcjach grupy, byliśmy najbardziej wiarygodni.

Po zajęciach zrobiłam sobie długi spacer wzdłuż ulicy Vaugirard... Od metra Volontraires aż do Boulevard St Germain, gdzie coś mnie podkusiło żeby wejść do FNACa. Wyszłam z niego z książką do portugalskiego. Tak! Będę się uczyć portugalskiego! Sama! A co!

3,7 km... jej :)