vendredi 19 octobre 2012

Paryski podryw 2.

Miesiąc temu pisałam o paru sposobach podrywu stosowanych przez Francuzów i nie tylko.
Dzisiaj mała aktualizacja.
Oczywiście to, co napisałam wcześniej jest nadal aktualne. Zauważyłam tylko wzmożoną aktywność sposobu 2 i 3, czyli na czuły szept i na wyznanie. Dzień bez tego to dzień stracony!

8. Na wspólne zainteresowania.
Słabość o brązowych oczach bardzo szybko podbiła moje serducho tym, że oboje przeszliśmy przez historię literatury. W dodatku podobne charaktery zrobiły swoje.

9. Na metro.
Dosyć często zdarza mi się, że jakiś pan zatrzymuje albo próbuje zatrzymać mnie w metrze i pyta o drogę. Po czym okazuje się, że wcale o drogę mu nie chodzi, ale o mój numer. Raz jakiś pan mnie zaczepił, miał na imię Eric chyba, i spytał mnie o drogę do wyjścia. Ze trzy-cztery metry ode mnie miałam wielką tablicę z napisem SORTIE i strzałką. Nie powiem, że mnie to nie rozbawiło.

10. Na obcy język.
Znajomy z ksera powiedział mi dzisiaj, że ostatnim razem kiedy tam przyszłam (w środę), facet, który stał przy kontuarze i jadł kebaba powiedział do niego po arabsku Patrz jaka piękność weszła. Zwijałam się ze śmiechu dobre 5 minut. Piękność bez makijażu, przemoczona i wkurzona... No proszę...

11. Na kawę.
A o tym pisałam tu. Niestety pan F. na razie nie przychodzi na kawę... A szkoda.

W sumie zastanawia mnie to jak bardzo faceci muszą być zdesperowani żeby zaczepiać dziewczynę na ulicy. Tym bardziej jeśli jest ona bez makijażu, zła na cały świat i przemoczona, tak jak ja zazwyczaj. Ewentualnie zmęczona. Mogę być ubrana w najgorsze łachmany i iść ze spuszczoną głową, a i tak trafi się jakiś amator Polek.