mercredi 17 octobre 2012

Portugalski. Podejście 1.

Zamiast przygotowywać się na jutrzejsze zajęcia, siedzę z nosem w moim nowym nabytku i z długopisem między zębami.
Innymi słowy: na serio zabrałam się za portugalski.

Zawsze podobał mi się ten język, ale kiedy przychodziła szansa żebym się do nauczyła (na przykład na studiach w ramach lektoratu) to uciekałam i brałam coś, co teoretycznie wydawało się łatwiejsze i bardziej praktyczne. Dlatego na studiach uczyłam się hiszpańskiego.
W ubiegłym roku miałam przyjemność pracować z kilkoma Portugalkami i brzmienie tego języka niezwykle mnie bawiło. Dopóki nie zdałam sobie sprawy, że... Hej! Rozumiem o czym one rozmawiają! Paradoksalnie, Portugalki rozmawiały między sobą po portugalsku kiedy nie chciały żeby ktoś je zrozumiał. A ja rozumiałam.
Wtedy nakręciłam się na ten język jeszcze bardziej, ale znów nie było okazji... Oczywiście w między czasie napatoczył się Fabian ze swoimi portugalskimi korzeniami i motywacja była jeszcze większa, ale nie wiedzieć czemu nadal odkładałam to na później.
Pan Ł. na studiach wziął w obroty rosyjski. Miałam uczyć się z nim, ale nie możemy się dogadać. Moja mama przez telefon stwierdziła, że rosyjski to żadne wyzwanie. Po przemyśleniu tego przyznałam jej rację... Żadne...
Wczoraj podczas mojego spaceru coś mnie tknęło i weszłam do FNACa. Dziwnym trafem w każdej księgarni i sklepie typu FNAC moje nogi kierują się do działu ze słownikami. Zboczenie zawodowe? Chyba już tak... Po prostu uwielbiam przeglądać książki do nauki języków! Już wcześniej, podczas wizyty w Espace Clichy, w mojej głowie zaświtała myśl, że a może by tak portugalski, ale nie znalazłam tam ani jednej książki. We FNACu znalazłam całe 15, z czego 7 to słowniki, a 5 to rozmówki. Tylko 3 książki proponowały naukę od zera, gramatykę, słownictwo etc. Wybór padł na dobrze znaną mi serię ...pour les Nuls (którą ktoś w Polsce przetłumaczył jako: dla bystrzaków). W ubiegłym roku zaopatrzyłam się w książeczkę ze słówkami do hiszpańskiego z tej serii. Byłam względnie zadowolona. Przeglądając tę książkę zauważyłam ćwiczenia (co prawda mało, ale są...) i to, że zawiera podstawowe zagadnienia gramatyczno-leksykalne. Na początek będzie dobra.


Czy jestem usatysfakcjonowana treścią? Jeszcze nie wiem... Na razie brnę przez rozdział poświęcony fonetyce i podoba mi się sposób w jaki wszystko jest wytłumaczone. A jest wytłumaczone w sposób łopatologiczny.
Biorąc pod uwagę to, że w ciągu kilku lat przebrnęłam przez tonę książek do nauki francuskiego i kilkadziesiąt kilogramów książek do angielskiego i hiszpańskiego, to przypuszczam, że z portugalskim będzie podobnie.
No ale zaczęłam już wdrążać własne metody nauki do tej książki. ;)


Cóż... Wciągnęłam się!