vendredi 5 octobre 2012

Sors tes emotions!

Jak to ze sto lat temu powiedział generał Wieniawa-Długoszowski, zakładając się z kolegami, że wjedzie na koniu na pierwsze piętro hotelu Bristol:

Skończyły się żarty, zaczęły się schody!

I tak mogę podsumować pierwszy tydzień zajęć w Centre des Arts de la scene.
Dzisiaj, kiedy wróciłam z zajęć, miałam ochotę paść pyskiem na łóżko i się nie ruszać aż do jutra. I pewnie bym to zrobiła, gdybym nie miała nic do zrobienia. A tu zonk! Do zrobienia mnóstwo, a czasu brak. Ale od początku...

O pierwszych zajęciach pisałam na świeżo we wtorek. Wczoraj miałam więcej energii do pisania, ale nie było mnie w domu, a jak dzisiaj nie napiszę nic, to będzie tak aż do poniedziałku, gdyż w weekend pracuję.

W czwartek czekała nas przeprawa z Jean-Francois Chatillon na dykcji. Nie wiem czemu, ale mam do niego niesamowity respekt i to jest jedyny wykładowca, którego się po prostu boję. Już od stażu. Jest bardzo miły, sympatyczny, czasami szowinistyczny i nie mogę mu nic zarzucić jeśli chodzi o pracę, ale ma coś takiego, że się go boję.
Zajęcia były organizacyjne, więc przez bite 2 godziny słuchaliśmy czym jest dykcja, jak to wygląda, i nie, panie i panowie! To nie jest ćwiczenie artykulacji głosek! Troszkę się na to nastawiałam, bo lubię tego typu ćwiczenia, ale jak nie to nie. Też będzie fajnie jak będziemy się uczyć jak poprawnie wymawiać zdania, czytać wiersz, wygłaszać mowę etc. Przedmiot wydaje się piekielnie trudny i wymagający. Na czwartek zresztą mamy przygotować (tj. wkuć na pamięć) jakiś tekst na 30 linijek. Cokolwiek tak zwane. Ale ma mieć 30 linijek.

Po dykcji, trochę śnięci, poszliśmy na papierosa, a potem na zajęcia z improwizacji z dyrektorem, Jacquesiem Mornas. Jego akurat bardzo lubię. Bardzo miło wspominam zajęcia z nim podczas stażu. No i tu już się zaczęły schody, bo zabawa się skończyła. Dostaliśmy wykład na temat spóźnień i nieobecności, a potem Jacques wyjaśnił na czym polega improwizacja i co zrobić żeby nie zepsuć sceny.

Improwizacją kieruje 5 zasad:
1. Akceptować propozycje partnera.
2. Nie odnosić się do osób trzecich.
3. Zachować równowagę na scenie.
4. Nie dominować.
5. Reagować spontanicznie.

Z akceptacją propozycji bywa różnie... Czasami to jest tak wielka niespodzianka, że nie wiemy, co zrobić. Graliśmy na przykład wyznanie miłości. Wszyscy oczywiście opierali się na klasycznym Je t'aime, a tu nagle jedna dziewczyna wyjeżdża z okrzykiem Tato! Kolega stanął jak wryty.
Nie odnosić się do osób trzecich, tzn. nie mówić Zawołam męża/policję/kogokolwiek. Nie ma! Jest tylko obecna sytuacja.
Zachowanie równowagi odnosi się tylko do rozmieszczenia na scenie.
Nie dominować znaczy nie zagadać partnera. Każdy przygotowuje sobie jakieś zdanie wcześniej, ale niektórzy są nadgorliwi i robią z dialogu monolog, przez co druga osoba się gubi i nie wie, co odpowiedzieć.
No a spontaniczność to spontaniczność. Pleciemy co nam ślina na język przyniesie, tylko żeby to było zgodne z poprzednimi zasadami.

Tak sobie myślę, że improwizacja jest najtrudniejsza ze wszystkich zajęć. Wyczerpuje fizycznie i psychicznie.

Dziś czekały mnie 4 godziny gry i interpretacji z Adriano Sinivia i Victorią. Schody stały się jeszcze bardziej strome. Oczywiście kupiłam i przeczytałam Roberto Zucco Koltesa i przygotowałam ładnie monolog. Przytaszczyłam też dresy żeby mieć swobodę ruchów.
Zaczęliśmy od rozgrzewki fizycznej, potem rozgrzaliśmy struny głosowe i poćwiczyliśmy przeponę. Tak naprawdę to rozgrzewka trwała prawie półtorej godziny. Po krótkiej przerwie zaczęła się rzeź. Musieliśmy przypomnieć sobie wspomnienie z dzieciństwa, opowiedzieć je dosyć szczegółowo. Potem kilka osób powtarzało to wspomnienie jakby to było ich. Mogli dodawać swoje szczegóły czy coś. Potem osoba, do której należało wspomnienie wracała na scenę. Musiała je powtórzyć z jak największą ilością szczegółów i z jak największymi emocjami, ale nie ruszając żadną częścią ciała. Bez gestów, bez mimiki. Przy końcu opowieści, Victoria rzucała hasło: Monologue! i musieliśmy bezpośrednio, na tej samej emocji, przejść do monologu, który przygotowaliśmy. Innymi słowy: jeśli kończysz swoje wspomnienie śmiejąc się, śmiejesz się zaczynając monolog. Jeśli płaczesz to płaczesz.
Przeszłam 2 razy przez monolog po francusku i raz po polsku. Victoria stwierdziła, że muszę się otworzyć emocjonalnie kiedy gram po francusku. Po tym ćwiczeniu padłam wyczerpana psychicznie.

Z miną zbitego psa patrzę na listę rzeczy do zrobienia na przyszły tydzień i zastanawiam się jak to ogarnąć...