vendredi 16 novembre 2012

Buttes Chaumont

Każdy kto mnie zna, wie, że marzyłam o tym parku. I każdy kto mnie zna, wie, że ciągle brakowało mi czasu by go odwiedzić. Albo brakowało mi odpowiedniej pogody...
Aż w końcu dziś zobaczyłam ostatnie jesienne promienie słoneczne i zdecydowałam, że opuszczę jeden dzień zajęć tylko po to żeby pocieszyć się jesienią w najpiękniejszym paryskim parku. Tak też zrobiłam...

Pierwszy raz o Buttes Chaumont przeczytałam w pewnym opowiadaniu. Autorka opisywała spacer zakochanej pary późną jesienią w parku ze Świątynią Sybilii. Ten opis wrył mi się w pamięć. Do tego stopnia, że z uporem maniaka szukałam tego parku. Aż w końcu znalazłam. I tak zaczęło się wielkie marzenie: chcę tam być!
Swoją wizytę zaczęłam od tyłu, ponieważ metro wychodzi na jedno z mniejszych wejść. Park oczarował mnie od samego początku, a Świątynia Sybilii jeszcze bardziej. Dorwała mnie nawet mała melancholia... W końcu byłam w parku sama, a takie momenty najlepiej przeżywa się we dwoje. Dlatego zaraz wyrzeźbiłam smsa do kogo trzeba i uśmiechnęłam się czytając błyskawiczną odpowiedź.

Wyprawa nie obyła się bez przygód. Mam wrażenie, że przyciągam ich coraz więcej. Przy Świątyni spotkałam chłopaka. Powiedziałabym, że to był Hiszpan, Portugalczyk lub Brazylijczyk... Na pewno nie Arab! 16-17 lat na oko... Przyglądał mi się z uporem maniaka kiedy robiłam zdjęcia wszystkiemu do okoła, a potem śledził mnie podczas całego mojego obchodu po parku aż do momentu kiedy zeszłam do metra. Dziwne? I to bardzo!

Tyle samym parku, w którym się zakochałam. Czas na zdjęcia.


Zaczarowany ogród?









Wiszący most.