mardi 20 novembre 2012

Mozart l'Opera Rock

Kiedy zdałam sobie rano, że mamy dziś 19 listopada, ogarnęła mnie mała nostalgia. A dlaczego? Trzy lata temu o tej porze siedziałam w Palais des Sports i oglądałam Mozart l'Opera Rock To był pierwszy francuski musical jaki widziałam na żywo.
Przy okazji wyjaśniła się moja nagłą chęć słuchania tego musicalu non stop. Bo od kilku dni słucham go bez przerwy.

Tak! Drugi rząd! ;)

Przyznam, że kiedy wyszedł pierwszy singiel Tatoue-moi. Nie zainteresowałam się za bardzo nowym musicalem Atti i Cohena. Dopiero kiedy koleżanka poprosiła mnie o przetłumaczenie piosenki, stwierdziłam, że jest fajna. I tak się właśnie zaczęło mozartowe szaleństwo.



Chyba nie muszę tego musicalu nikomu przedstawiać.
Chodzi o biografię Mozarta, a właściwie najważniejsze wydarzenia w jego życiu aż do jego śmierci.
Pierwszy akt opiera się na konflikcie z ojcem, z księciem Salzburga oraz na pierwszej miłości do Aloysii Weber i wyjeździe do Paryża. Drugi akt kręci się z kolei wokół konfliktu z Salierim, ciężkiej drodze do sławy, requiem i śmierci w nędzy. Całość jest bardzo dobrze skonstruowana, przemyślana, a na dodatek muzyka porywa i często pozwala stworzyć płynne przejścia między poszczególnymi scenami. W Le Roi Soleil, na przykład, było odwrotnie. To dialogi tworzyły przejścia.
Dorzućmy do tego świetne słowa, muzykę na żywo, charyzmatyczną trupę, świetne teledyski i mamy musical idealny.

Aż mam dreszcze kiedy przypominam sobie ten moment, kiedy siedziałam w drugim rzędzie i patrzyłam na kurtynę z obrazem Fragonarda. Ogarniało mnie wtedy niesamowite wzruszenie. Myślałam, że śnię, ale to nie był sen. Poniżej zamieszczam kilka zdjęciowych wspomnień.

Kurtyna
Dies Irea.

Bim bam bim boum... mon coeur sussure...

Six pieds sous terre

Je suis roi de mes reves!

Et si je defaille...

Figaro!

Dors mon ange

Victime de ma victoire

A tu już płakałam...

Vivre a en crever

Debout les fous

Le monde sans vous perd la raison


Hej Yamin!

Nie wiedziałam, że mam takie zdjęcie Claire.
Nie ma co recenzować tego spektaklu. Wiadomo, że jest świetny. Jestem niezwykle szczęśliwa, że mogłam go zobaczyć na żywo, a także niezwykle dumna, że miałam szansę przetłumaczyć go sama. Z niecierpliwością czekam na kolejne spektakle z udziałem Claire Perot i na płytę Florent Mothe, która zapowiada się genialnie. 
A dla tych, którzy nie znają Mozarta kilka piosenek na koniec.