jeudi 13 décembre 2012

J-1.

No to pierwszy semestr w szkole teatralnej uważam prawie za zakończony. Prawie, ponieważ zostały nam jeszcze dwa spektakle do zagrania. Zajęcia już się skończyły, egzaminy przeszliśmy. Wyniki będą podane zbiorowo jako taki bilans 21 grudnia.

Przez te 3 miesiące dużo się nauczyłam. Nie mówię tu tylko o zawodzie, ale też o sobie. Jestem pewniejsza siebie, odważniejsza, wyzbyłam się kompleksów, które mnie krępowały jeszcze rok temu. Stawiam sobie cele i je osiągam, a to motywuje mnie do dalszej pracy.
Co do zawodu, to wchodzę na scenę i wiem, co robić. Emocje same wychodzą. Nie krępuję ruchów, bo wiem, że nikomu nie wydadzą się śmieszne. Ciało to moje narzędzie pracy. Mówię głośno, zabijam wzrokiem... Nie myślę o tym, co myślą inni, bo nie na tym rzecz polega.
Kiedyś ktoś, kto nigdy nie stał na scenie, powiedział mi, że nie jestem dobrą aktorką. Dziś byłam oklaskiwana za jedną z najlepszych improwizacji, a biorąc pod uwagę, że to była prawdziwa improwizacja, ponieważ miałam w głowie tylko temat i zarys pomysłu, który wpadł mi do głowy dziś rano w samochodzie F., to jednak wyczyn. To chyba nie jestem taka zła?
Widzę postęp u siebie i to mnie cieszy...

Jutro gram w Roberto Zucco. Mój pierwszy, duży spektakl w Paryżu. Dostałam rolę La Soeur, czyli jedną z cięższych ról kobiecych. Jutro będę padnięta po spektaklu, bo ta rola wyczerpuje mnie psychicznie i fizycznie, ale wiem, że jeśli dobrze ją zagram to będę w stanie zagrać wszystko.

Na widowni zasiądzie Fabian Richard. Czyli marzenia się spełniają... Do tej pory to ja oglądałam go na scenie...

A skoro nawet tak absurdalne marzenia jak Fabian Richard oglądający mnie na scenie się spęłniają to kto wie? Może już w przyszłym roku będę mogła zaprosić Was na mój własny spektakl...?

Trzymajcie kciuki!