lundi 10 décembre 2012

La route effacera nos doutes...

Na początku z góry pragnę przeprosić za błędy ortograficzne i gramatyczne jakie mogą pojawić się w poniższym tekście. Spałam raptem 3 godziny i umieram na niedobór snu.

Ten weekend należał zdecydowanie do najbardziej udanych. W sobotę modliłam się żeby ta jak najszybciej minęła, ale czekała mnie miła spodziewajka - do naleśnikarni wpadł kolega z pracy na Ile de Re, jedyny, z którym utrzymuję kontakt. Oszaleliśmy z radości kiedy się zobaczyliśmy po ponad roku. Niestety nie mogłam mu poświęcić dużo czasu, ponieważ mieliśmy sporo klientów, ale udało nam się obgadać co trzeba i kogo trzeba. Wieczorem zmęczenie intensywnym dniem pracy zaczęło dawać o sobie znać, więc cieszyłam się, że w niedzielę skończę wcześnie i zrelaksuję się w teatrze. 
Akurat intensywnie żartowaliśmy sobie z kolegami na temat mojej południowej wpadki przy szefie, kiedy zauważyłam przez szybę znajomą twarz. Szybko policzyłam osoby, które znajomej twarzy towarzyszyły, złapałam odpowiednią ilość menu i zaraz potem zostałam obcałowana przez Fabiana, a następnie oficjalnie przedstawiona jego rodzicom i siostrze jako początkująca, młoda, niezwykle zdolna aktorka. Ciekawe, bo jeszcze nie widział mnie na scenie. Jak się potem dowiedziałam, rodzice Fabi byli nieźle poiformowani już wcześniej. Kiedy serwowałam napoje, jego mama (przemiła, ciepła kobieta) wyleciała mi ze stwierdzeniem: A Fabi nam mówił, że pani jest Polką! I och jak ładnie Pani mówi po francusku! I podziwiam za odwagę! I tak dalej... i tak dalej... W pewnym momencie miałam ochotę się po prostu schować. A to był dopiero początek. 
Robiło się coraz później, więc dostałam polecenie owinięcia się szalikiem i złożenia krzeseł na tarasie. Owinęłam się, wyszłam, a za mną Fabian z paczką fajek. I tak między krzesłami rozmawialiśmy. Tzn. ja składałam krzesła z papierosem w ustach, a on za mną chodził. Ogłosiłam, że wzięłam kilka godzin i przyjdę na Les Miserables. Ucieszył się jak dziecko. Ale niech nie myśli, że przyjdę, bo on tam gra! Dalej się cieszył. Spytał tylko, czy przychodzę sama czy z kimś. Sama. No to może drink po spektaklu? Po wstępnych ustaleniach dotyczących jego rodziny i tego, czy nie chce zabalować z trupą, zgodziłam się, że zostanę chwilę na after party z nim, a potem ruszymy w teren. 
W niedzielę modliłam się, żeby te 6 godzin w pracy minęły tak szybko jak to tylko możliwe. O 18 z dzikim piskiem zrzuciłam fartuszek i pognałam do łazienki przebrać się i podmalować. Odstawiona pojechałam do Boulogne, gdzie pod teatrem nacięłam się na uśmiechniętą rodzinkę Richardów. Nie przewidziałam jednego: tego, co Fabian mógł o mnie mówić i tego, czego jego mama i siostra będą chciały się dowiedzieć same. Na wstępie zostałam ostrzeżona, że siadam z nimi i spędzimy cudowny wieczór. Nawet było mi to na rękę. Lepiej jest być w towarzystwie niż samemu... A potem zostałam przesłuchana. Skąd znam Fabiana, czy jestem sama w Paryżu, gdzie mieszkam, jak długo, do której szkoły chodzę, ulica, kiedy gram, o której, o czym piszę,  dlaczego nie śpiewam, a może jednak bym zaczęła?, a dlaczego teatr a nie kino, numer buta, numer telefonu... Dobra... Te dwie ostatnie rzeczy to nie... Ale musiałam napisać daty i godziny moich spektakli. Z dalszego przesłuchania zostałam zwolniona przez pare znajomych Fabiana i jego rodziców. Na sali usiedliśmy w trzecim rzędzie. Zostałam posadzona między siostrą a mamą Fabiana. Spektakl się zaczął...

Cóż... Les Miserables, to Les Miserables... Mimo ubogiej scenografii miałam dreszcze słysząc jeden z ukochanych musicali. W dodatku miałam okazję zobaczyć na scenie Stephana Metro (Javert), Vanessę Cailhol (Eponine), Raphaela Kaminsky (Jean Valjean) i oczywiście Fabiana w roli Mariusza. Polska trupa bardziej przypadła mi do gustu wokalnie, ale francuska też dała radę. Cieszę się, że mogłam zobaczyć (a potem poznać) aktorów, których znałam z dvd czy ze słyszenia i że mogłam posłuchać Fabiana na żywo. Utalentowana bestia i tyle. I powiedzmy sobie szczerze: kiedy pojawiał się na scenie, miałam gdzieś resztę. 
Poniżej zamieszczam małą próbkę sprzed dwóch lat tego, co ja mogłam usłyszeć na żywo wczoraj.



Po spektaklu poczekałam na bohatera wieczoru z jego rodzicami. Przy okazji napatoczyła się ich znajoma, a ja zostałam zmuszona do opowiedzenia mojej niezwykłej historii, jak to Cabaret wpłynął na moje życie. Owa znajoma stwierdziła, że to przeznaczenie. Nieźle się ubawiłam i w takim stanie zastał mnie Fabian. Po pożegnaniach z rodziną, dostałam kieliszek szampana i zostałam porwana za kulisy, a w drodze obsypana komplementami ze strony mojego przewodnika. Po niecałej godzinie ze strony Fabiana padła propozycja przemieszczenia się do Saint Mande. Przyjęłam propozycję. Ciekawość mnie zżerała, bo chciałam wiedzieć jak Fab mieszka. Fabian nie spodziewał się odmowy, ponieważ przygotował dwa kaski na podróż skuterem. W drodze na parking zaczepił nas pijany pan, prosząc o 2€ na jedzenie. Zrobiliśmy zrzute po 1€. Na odchodnym rzucił do Fabiana Garde la en placard!. Fabian nie chciał mi powiedzieć, co to znaczy (jeśli ktoś wie, to niech mi powie). Wsiedliśmy na skuter i ruszyliśmy przez Paryż do Saint Mande.

Wielokrotnie podróżuję nocą po Paryżu. Często robię sobie długie spacery po pracy i cieszę się uśpionym miastem. Kiedy jadę nocnym to przeklejam nos do szyby i patrzę w okna domów. Ale nigdy nie jechałam przez Paryż skuterem. I to w tak miłym towarzystwie! Ciężko mi idzie zainwestowanie w rękawiczki, więc trzymałam ręce w kieszeniach kurtki Fabiana, przytulając się do jego pleców. To była chyba jedna z najprzyjemniejszych podróży, tym bardziej, że sama poprosiłam Fabiana żeby pojechał przez Paryż, a nie obwodnicą. Oczywiście droga była dłuższa, ale objechaliśmy prawie wszystkie czarujące miejsca. 

Zwiedzanie mieszkania Fab zaczęłam od... półki ze scenariuszami. Zaraz potem w moich rękach znalazło się libretto Cabaret i Hair, co właściciel skwitował śmiechem. A potem zrobiło mi się bardzo miło, bo znalazłam mój własny scenariusz. I tak zaczęła się długa noc, którą spędziliśmy na rozmowie, w dużej mierze o pracy, teatrze, sztukach i wielu innych rzeczach. Kiedy poczułam faktyczne zmęczenie, była 4:30 nad ranem... 

O 9 zostałam podwieziona pod same drzwi. Tym razem samochodem. 
W piątek to Fabian będzie mnie oklaskiwał na scenie.

Po tym wszystkim jestem pełna motywacji i gotowa do pracy! Zrobię wszystko żeby pewnego dnia mieć ten zaszczyt i stanąć z Fabianem na jednej scenie.

Na koniec kilka zdjęć. Jedno moje, inne zapożyczone z Facebooka Fabiana.

Jedyne zdjęcie jakie zrobiłam. Finał Les Miserables.
Ulubiona scena. Śmierć Eponine.
Klasyczny zaciesz, czyli szczęśliwy Fabian po spektaklu. Osobiście stałam za fotografem  kiedy robił to zdjęcie.