vendredi 7 décembre 2012

Lubię...

Lubię ten moment przed premierą, kiedy siedzimy za kulisami, rozmawiamy, żartujemy, rzucamy w siebie czym popadnie jednocześnie zerkając na rozpiskę scen i skupiając się powoli na swoich rolach.
Lubię ten moment, kiedy światło gaśnie, czuję w sobie narastającą panikę, patrzę w podłogę, nie myślę o niczym, a potem wchodzę na scenę i nie jestem sobą.
Lubię ten moment, kiedy mierzymy się z Romane wzrokiem zanim wypowiem pierwszą kwestię.
Lubię czuć emocje wzrastające z każdym wypowiedzianym słowem i napięcie, które rośnie powoli aż w końcu wybucha kiedy mówię swój monolog, a łzy ciekną mi po policzkach.
Lubię ten moment, kiedy schodzę ze sceny, koledzy mnie chwalą, a ja w uszach mam jeszcze słowa, które przed chwilą wypowiedziałam.
Lubię ten moment, kiedy odpoczywam za kulisami przed następną sceną.
Lubię ten moment, kiedy do odhaczenia zostaje nam tylko ostatnia scena i słyszę Moby'ego, który mówi o murach, za którymi są jeszcze inne mury...
Lubię ten moment, kiedy gaśnie światło, wszyscy oddychamy z ulgą, bo próba się skończyła. Wykonaliśmy dobrą robotę. Oklaskujemy samych siebie w drodze do garderoby.

Lubię ten moment, kiedy wiem, że została nam już tylko jedna próba i że za tydzień to publiczność będzie nas oklaskiwać.

Kocham mój przyszły zawód i ludzi, z którymi będę dzielić scenę jeszcze przez dwa lata.

W garderobie na czerwonych kanapach...

Gdzieś za kulisami...

Jedna ze scen...