samedi 22 décembre 2012

Magie de Montmartre.

No to przeżyliśmy koniec świata... Znowu.
Z tej okazji postanowiłam napisać ostatnią notkę przed Świętami.

Mój koniec świata spędziłam na szarpaniu się z walizką, którą musiałam ściągnąć z pawlacza, następnie na obiedzie ze znajomym, a potem na ostatnich kilku godzinach w szkole w tym trymestrze.
Mój bilans końcowy wypadł bardzo pozytywnie. Byłam mile zaskoczona, szczególnie oceną z dykcji (cytat: Grande intelligence des textes. Sensible.). Szkoda, że Jean-François musiał wcześniej wyjść, bo bym go wycałowała! Taka ocena daje mi motywację do dalszej pracy i do podnoszenia poprzeczki. Mam nawet ochotę wziąć tekst czy temat, którego nie będę kompletnie czuła i pracować nad nim. Zarżnę się, a zagram to dobrze!
Jedyne, co zarzucili mi Adriano i Jacques, to to, że za bardzo się oceniam, przez co mniej się angażuję oraz jestem wielką indywidualistką, co przeszkadza mi w pracy w grupie. I muszę się z nimi zgodzić, bo wiem, że to są moje dwie wielkie wady. Mam nadzieję, że zwalczę je jeszcze w tym roku szkolnym.
Z bilansu sam na sam z profesorami wyszłam trochę wzruszona. Bo hej! Usłyszałam, że mam wielki talent. I że mam nie mówić o sobie debiutantka, tylko aktorka, do jasnej cholery! Czyli to, co robię ma jakiś sens... Nawet jeśli za te kilka lat mi się nie uda i wrócę do moich romanistycznych pierdół, to nie będę żałowała... Spróbowałam i to się liczy.

Jako że to było ostatnie spotkanie przed feriami, moja grupa postanowiła też dać sobie prezenty. Każdy dostawał prezent osobno i otwierał go przy wszystkich. Ile osób, tyle pomysłów! Ja podarowałam Ariemu moją ulubioną książkę, a sama dostałam prześliczny kapelusik rodem z lat 20/30. Prezent kupowała mi Marie, z którą pracuję obecnie nad moją sztuką, więc wiedziała doskonale, co mi się podoba. Z dumą nosiłam mój kapelusik przez resztę dnia słuchając komplementów.


O wiele lepiej będzie wyglądał po wizycie u fryzjera. ;)
Po bilansie w szkole postanowiłam nie wracać jeszcze do domu, tylko pocieszyć się samotnym wieczorem, być może ostatnim w moim życiu... Pojechałam na Montmartre. Uwielbiam tę dzielnicę, ale jakoś nie mam okazji by tam bywać częściej. Włóczenie się po wąskich uliczkach sprawia mi tyle radości... Montmartre jest magiczny...

Zdjęcie nie oddaje uroku tego, co widziałam naprawdę.
Magia Montmartru...
Place du Tertre
Schody...
Moje piękne miasto.
Marche de Noel przy Sacre Coeur.
Ta panorama zachwyciła mnie 3,5 roku temu. I zachwyca mnie ciągle.
Sacre Coeur
I więcej schodów...
Trianon - scena, na której kiedyś stanę.

A tymczasem na Pigale...
Bienvenue au Moulin Rouge!
La Diva!
A teraz wracam do mojej walizki...

Joyeux Noel!