jeudi 20 décembre 2012

Marche de Noel.

Wczoraj uprosiłam Fabiana żeby potowarzyszył mi przy robieniu świątecznych zakupów. Kiedy jednak zobaczyłam jak nerwowo tupie nogą przed przymierzalnią, a potem wisi na wózku z miną zbitego psa, stwierdziłam, że to nie był dobry pomysł. Dlatego dzisiaj dokończyłam moje świąteczne zakupy sama. Kiedy grasowałam po bulwarze Saint-Germain, odezwał się mój telefon, a konkretniej nikt inny tylko Fab. Oczywiście z propozycją nie do odrzucenia: spacer po marche de Noel na Champs Elysées  Zgodziłam się, ale potem stwierdziłam, że to nie był najlepszy pomysł, bo pada, a poza tym na Champs Elysées jest teraz mnóstwo turystów, którzy doprowadzają mnie do szału. No ale powiedziałam A, muszę powiedzieć B. Stwierdziłam, że może uda mi się jakoś zrelaksować. Tym bardziej, że mam już praktycznie wszystkie prezenty. Po drodze na Champs Elysees skoczyłam jeszcze do Notre Dame de Paris żeby obejrzeć szopkę (zdjęcia poniżej), a potem do H&Mu i Calzedoni na Rivoli żeby uzupełnić zapas rajstop, skarpetek i zakolanówek. ;)
Na Champs Elysées byłam trochę za wcześnie, więc wykorzystałam ten czas na zrobienie kilku zdjęć iluminacjom świątecznym. Niestety brakuje zdjęć automatycznego renifera, lodowiska i latającego Świętego Mikołaja.

Wybaczcie jakość zdjęć, ale telefonem więcej nie zdziałam...

Pierwsza część szopki w Notre Dame.

Druga część szopki w Notre Dame.

Żłobek.

Żłobek 2.

Bardzo mi się podobała szopka w Notre Dame. Nie jest tak pretensjonalna jak nasze polskie szopki, gdzie stajenka gra główną rolę. Przypomniało mi się moje dzieciństwo, kiedy szopki mnie po prostu czarowały i chciałam wszystkiego dotknąć.

Iluminacje na Champs Elysees.

Wybitnie nie podobają mi się te koła wokół drzew. Takie same były rok temu swoją drogą...

Mogłam przez chwilę poczuć się jak turystka.

I w stronę Concorde.

To mi się akurat podoba.

A ta uliczka to już w ogóle.

I ledwo widoczny marche de Noel. 

Lepiej widoczny marche de Noel.

Zawartość domków: zabawki...

...słodycze...

...Rosja...

...mydła...

...pierniki i inne wyroby regionalne...

...Macarons!

I jeszcze więcej macarons i czekolady!. :)
Lubię marche de Noel ze względu na typowo świąteczne stoiska, te z wyrobami regionalnymi, z grzanym winem, ze słodyczami... i ze względu na cudowne zapachy, które kojarzą mi się z zimą. Nie mogliśmy sobie odmowić z Fabianem przyjemności zjedzenia ciepłej kiełbaski i popicia jej grzanym winem. Atmosfera trochę jarmarczna, ale zrobiło nam to dobrze.
Kiedy zamawialiśmy nasze jedzenie, po drugiej stronie ulicy, na wysokości mniej-więcej 10 pięter wisiały sanie Świętego Mikołaja ze Świętym wewnątrz. Dzieciaki na dole szalały kiedy Mikołaj przemawiał z góry i przekonywał, że nie spóźni się z rozdaniem prezentów, a potem odleciał na swoich saniach, które wypuszczały iskry. Oczywiście kiedy dojechały do drugiego dźwigu, który utrzymywał je na linie, wszystkie światełka zgasły, a Święty po drabinie wrócił na ziemię...

Po tym przedstawieniu, kiedy już się najedliśmy. Fabian ogłosił mi, że u niego Mikołaj już był i zostawił prezent dla mnie. Tym samym Fab został pierwszą osobą, która w tym roku podarowała mi coś... I to w sumie nie byle co, bo perfumy Chanel Chance... które w dodatku bardzo mi się podobają, ale żal mi było pieniędzy. ;)
Nie, Fabian nie jest cudownym jasnowidzem, który w magiczny sposób przewidział, co chcę dostać pod choinkę. Dzień wcześniej słuchał mojego monologu, o tym jak bardzo marzę o szmince albo perfumach od Chanel, uważam, że to bardzo kobieca marka nawet jeśli jest trochę przereklamowana, ale szkoda mi pieniędzy żeby kupić tak drogie perfumy bez okazji. Ostatnim razem zrobiłam sobie tak drogi prezent kiedy wracałam z praktyk na Ile de Re, czyli półtora roku temu. Kupiłam wtedy perfumy Parisienne od Yves Saint Laurent, za które zapłaciłam bagatela 90€ i które mam do tej pory.

O wiele większą przyjemność sprawia mi kupowanie prezentów innym. Nie wiem jak odwdzięczę się Fabianowi. Może wpadnie mi coś do głowy w Polsce. Perfumy odpadają, bo powiedział, że kupił już sobie te, które mu polecałam (La nuit de l'homme YSL). Dla pana Ch. też nie mam jeszcze prezentu, ale za to mam pomysł. ;) Z prezentem dla kolegi z grupy też było ciężko, ale w końcu postanowiłam się z nim podzielić tym, co mnie poruszyło i kupiłam mu książkę Adieu a Berlin Christophera Isherwooda. Nachodziłam się za tą książką nieźle. We Fnacu powiedzieli mi nawet, że książka jest w reedycji i wyjdzie w styczniu! W końcu znalazłam ją w antykwariacie na ulicy Saint Jacques.

Za to prezenty dla mojej rodziny mam już praktycznie gotowe. W tym roku to ja jestem głównym sponsorem prezentów, bo strasznie się stęskniłam za moimi bliskimi. Zaczęłam je kolekcjonować już pod koniec października. Tak więc w mojej walizce znajdą się:
- perfumy od Fragonarda dla mojej mamy i babci. Obie lubią zapach Belle de nuit.
- maszyna do robienia napojów gazowanych Sodastream. Od dawna chodziła mi po głowie. U mnie w domu pije się dużo napojów gazowanych, więc przynajmniej moja rodzina zaoszczędzi trochę. ;) Sama zainwestuję w taką maszynę jak tylko będę miała własne mieszkanie.
- francuskie przysmaki (a co!): foie gras + konfitura z fig, prawdziwa francuska musztarda (ta, co wyciska łzy), ciastka Madelaine, wino Saint Nicolas de Bourgeuil, przyprawy Les Papillottes do roti de porc i żeberek (moja mama je kocha), sery Cantal i Raclette, czekoladki Lindt.
- mojej siostrze miałam dać pieniądze, ale poprosiła mnie żebym jej zamówiła bluzę. Zresztą i tak pojedzie ze mną na zakupy po Świętach i źle to się skończy dla mojego portfela...
- brat zostanie rozpieszczony najbardziej: mini zastawa stołowa ze Spidermanem (talerzyk, kubek i miseczka), rękawice strzelające pajęczynami + 200zł żeby kupił sobie co chce. Zresztą on i tak najbardziej czeka na maszynę.

Mam nadzieję, że wszystko doleci ze mną szczęśliwie do Polski!

A Wy macie już gotowe prezenty?
Jeśli nie macie pomysłu to polecam filmik poniżej. ;)