jeudi 20 décembre 2012

Standing ovation.

Co czuje aktor widząc ludzi wstających ze swoich miejsc? 
Niezwykłe szczęście, łzy cisnące się do oczu, dziękuję na usta i dumę ze swojej ciężkiej pracy.

Co czuje uczeń widząc, że jego profesorowie wstają pierwsi?
Niedowierzanie, jeszcze większą dumę i szczęście. 

Tak, tak... Dzisiejszy spektakl skończył się pierwszymi owacjami na stojąco dla mnie. I to nie byle jakimi. Pierwszą osobą, która wstała był Jean-François Chatillon, nauczyciel dykcji. Potem dyrektor, Adriano, Gero, Melisande, Fabian i reszta sali... Dostaliśmy owacje o jakich marzy każdy artysta. 

A wszystko zaczęło się niewinnie. Kolejny deszczowy dzień. W południe obiad z Ch. Ostatnie spotkanie przed Świętami. Ch. podwiózł mnie pod szkołę, a tam spotkaliśmy Fabiana. Zdziwiłam się, bo miał dziś nie przychodzić. Pożegnałam się z Ch., który pędził do pracy. Fabian zszedł ze mną za kulisy, ponieważ bałam się, że nie znajdę mu miejsca na naszej mikrej widowni. Przed szkołą i na korytarzu były tłumy! Zresztą nie tylko ja wybrałam tę taktykę. Fabian wybrał miejsce w pierwszym rzędzie. Żartowałam, że będzie mnie rozpraszał i zaraz pobiegłam do garderoby żeby się przebrać. Niedługo potem zaczęliśmy wpuszczać publiczność. Sala była pełna. Ludzie stali w przejściu. Komplet w najlepszym wydaniu.

Idea cartes blanches, które graliśmy polega na tym, że grupa jest podzielona na 3 mniejsze grupy. Każda grupa wybiera temat, który jej odpowiada i przygotowujemy do tego 20-minutowy spektakl. Oczywiście nie ma tak łatwo. Dyrekcja narzuca nam swoje warunki typu: maksymalnie 3 blackouty (czyli że na scenie jest ciemno), 1 elipsa i maksymalnie 7 rekwizytów, 0 scenografii. Każdy członek grupy ma jedną rolę do zagrania. Nie może zmienić kostiumu. W dodatku każdy etap naszej pracy był kontrolowany i zatwierdzany. W ten sposób powstały 2 spektakle i 1 film krótkometrażowy. Tematy były następujące:
- Qu'est-ce que c'est le présent quand le passe est en retard?
- J'aime les surprises. C'est pourquoi je m'en fais chaque jour. (Temat mojej grupy)
- Bouteille a la mer.
Dwie pozostałe grupy też spisały się na medal, ale to moja właśnie otrzymała owacje na stojąco. 

Nasz spektakl opowiadał o samotnym chłopaku, Leo, który właśnie dowiedział się, że za miesiąc umrze. Postanawia wykorzystać ostatni miesiąc życia jak najlepiej. W tym celu robi małe karteczki z wyzwaniami, które każdego dnia będzie losował i pisze list pożegnalny. Pierwszym zadaniem jest zobaczenie swojej pierwszej miłości, Emilie (którą grałam ja). Leo czeka na nią w barze, a ta wpada spóźniona jednak rozentuzjazmowana. Leo próbuje wyznać jej, że nadal w sumie ją kocha i że dowiedział się o chorobie. Ona nie bardzo jednak rozumie jego nieudolne próby (tak... to była jedyna taka okazja żeby zobaczyć mnie w roli słodkiej idiotki). Nagle do kawiarni wpada Christophe, którego Emilie przedstawia jako swojego narzeczonego. Leo ucieka spłoszony, usprawiedliwiając się wizytą u proktologa.
Drugim wyzwaniem jest spróbowanie nowego narkotyku. W tym celu Leo udaje się do koleżanki ze studiów, gdzie spotyka jeszcze dwie inne dziewczyny. Razem biorą LSD. Scena ta była dosyć dwuznaczna, ponieważ niby chodziło o narkotyk LSD, ale bohaterki nazywały się też odpowiednio: Lucie, Sophie i Diane, co daje LSD. Interpretujcie to jak chcecie. ;) 
Trzecim wyzwaniem był skok na bandżi (tak, tak! skok na bandżi na scenie!). Leo towarzyszyła niemiecka, rozhisteryzowana była żołnierka, madame Schwindel (ukłony dla Marie za akcent i ogólną kreację tej roli), która kazała biednemu Leo skoczyć jak petit Vogel qui quitte son nid (mały ptaszek, który opuszcza gniazdo). Rzadko zdarza się żeby zarówno sala jak i aktorzy za kulisami płakali ze śmiechu. 
Tu nastąpiła elipsa na pozostałe 28 dni, ponieważ zabrakło nam aktorów. 
Ostatnia scena ma miejsce w mieszkaniu Leo. Są tam wszyscy, których Leo spotkał podczas swoich ostatnich dni, oprócz niego. Wywiązuje się rozmowa. Wszyscy się niecierpliwią. W końcu Emilie podczas rozmowy z Sophie, zauważa miskę (w której na początku były karteczki z wyzwaniami), a w niej list Leo. Czyta go na głos. Z listu bohaterowie dowiadują się, że Leo nie żyje. 

Teraz czekam na filmiki i zdjęcia zza kulis. Ale zanim je pokażę to mała nostalgia po 9 grudnia. ;)