lundi 7 janvier 2013

Epopeja mieszkaniowa. Epilog.

Dziś krótko, bo padam na twarz. Jutro albo pojutrze przejadę się po tym, co zaplanowałam, czyli fanach na Facebooku.

Dziś skończyła się moja męka w Clichy.
W weekend awanturowałam się z moim współlokatorem. Najpierw o to, że nie szanuje tego, co przywiozłam sobie z polski (o mało co wszystko nie poszło do kosza), a potem o papier toaletowy (on zaczął). Kiedy Fabian usłyszał mój bulwers, że jak można opieprzać kogoś o papier toaletowy, rzucił mi bez wahania: Pakujesz się i przyjeżdżasz do mnie. W pracy mnie poparli. Nie miałam wyjścia. Zgodziłam się. Umówiliśmy się na sekretną wyprowadzkę w środę.

Jednak mój współlokator wymarzył sobie żebym wyprowadziła się jak najszybciej. Zrobił mi awanturę dziś, że udzielam korepetycji w domu (mimo że robię to od kilku miesięcy), a następnie spytał kiedy mogę się wyprowadzić.
Telefon do przyjaciela i odpowiedź: za 2 godziny.
Punkt 19 Fabian zadzwonił, pomógł mi znieść walizkę, 3 torby i 12 siatek, a następnie nawsadzał typowi na odchodnym.
Tym samym dziś piszę z Saint Mande, z mojego własnego łóżka. Zostaję tu dopóki nie znajdę studia dla siebie...