lundi 21 janvier 2013

Neigeuses journées...

W Paryżu spadł śnieg... Francuzi jednak czekają aż to białe coś stopnieje samo i nie zadają sobie trudu żeby odśnieżyć chodniki czy ulice. Jedynie w sobotę rano przez zasłonięte okiennice słyszałam, że ktoś dzielnie szoruje łopatą po chodniku. Okazało się, że to pod numerem 2. U mnie, pod 5, dozorca nie wychylił nosa z mieszkania. Autobusy ani tramwaje nie jeżdżą. Z powodu opadów śniegu. Dobrze, że chociaż metro jeszcze działa. Francuzi za to cieszą się z białego puchu. Co z tego, że zimny, lepki i mokry. Białe szaleństwo nie ominęło pana Fabiańskiego, który jak dziecko wybiegł na dwór, a ja zaraz oberwałam kulką.
Mnie śnieg nie wzrusza. Miałam go za dużo w  Polsce. Ucieszyłam się tylko trochę, bo to mój pierwszy śnieg w Paryżu, a zaraz potem zaklnęłam, bo wolałabym żeby był na Święta... Ogółem mój dobry nastrój z ostatnich dni uleciał i dopadła mnie zimowa depresja. Przede wszystkim dlatego, że nie mogę odebrać paczki z Polski przez mojego cholernego byłego współlokatora... No ale nie tylko... W każdym bądź razie, śnieg pogarsza mój nastrój...

Piątkowy wieczór w Saint Mande. 

Sobotnie południe w pracy.


Sobotnie południe w pracy 2. 

Niedzielne południe. Hotel de Ville. 
Jest 2 w nocy, a ja dostałam już 2 smsy z życzeniami imieninowymi i jedne życzenia osobiste. Co roku, moi francuscy znajomi robią to samo: składają mi życzenia 21 stycznia i co roku, odpowiadam im, że imieniny obchodzę 20 kwietnia. Ale we Francji St Agnès jest 21 stycznia!