mardi 12 février 2013

Ładne oczy masz...

Ostatnia sobota w restauracji obfitowała we wrażenia.
Po pierwsze złość, ponieważ impreza urodzinowa Fabiana mnie ominęła. Kiedy wróciłam do domu, zastałam towarzystwo w wyśmienitym humorze, ale nie miałam siły się z nimi bawić. Wypiłam kieliszek szampana i poszłam spać.

Wcześniej, w restauracji, bawiłam się świetnie.
Najpierw spotkałam polskiego aktora, Andrzeja Deskura. Przyznaję bez bicia, że nie rozpoznałam go. Dopiero podczas rozmowy wyszło, że wykonujemy ten sam zawód. Wymieniliśmy się Facebookami. ;) Chwilę po tym, zostałam poderwana przez dwóch panów koło 50. Sytuacja była dosyć zabawna, tym bardziej, że żona jednego z nich nie znała się na żartach i strzeliła focha.

A zaczęło się tak... Podeszłam wziąć zamówienie. Nie wybrali jeszcze dań, ale chcieli zamówić napoje. Nigdy nie zapisuję swoich zamówień. Zawsze je zapamiętuję, więc i tym razem stałam z rękami założonymi do tyłu i czekałam, co mi powiedzą.

P1 (Pan 1): Ma Pani bardzo ładne oczy.
P2 (Pan 2): To prawda. Ma Pani bardzo ładne oczy.
Moi: Dziękuję. Mój chłopak mówi mi to samo.
P2 (zawiedziony): A to ma pani chłopaka?
Moi: Tak.
P2: Co za szczęściarz!
P1: Ale my to zaraz zmienimy!

Przytaknęłam i poszłam przygotować napoje. Kiedy wracałam z tacą, Kelly brała zamówienie od tego stolika. Słyszałam, że tłumaczą, że napoje przygotowuje koleżanka, która od kilku minut jest singielką. Biedna Kelly nie wiedziała o co chodzi. Spytała mnie. Ja się trochę zdziwiłam, ale show must go on. Wyjaśniłam jej, że panowie zazdroszczą mojemu chłopakowi. Kelly zdradziła im moje imię.

Moi: Nie wiedziałam, że już jestem singielką.
P1: Zastąpimy pani chłopaka jak trzeba!
P2: Moja żona trochę się boczy, ale to nic. Dla ciebie wszystko, Agnes!
Moi: Widzi pan... Lepiej nie podrywać kelnerek.
Żona: Pfff...

Na zapleczu stwierdziłam, że nigdy więcej nie podejdę do tego stolika. Miałyśmy z Kelly niezły ubaw. Szef ubawił się razem z nami.
Klienci za to byli bardzo mili. Nawet zostawili mi i Kelly 4€ napiwku, a wychodząc krzyknęli chórem: Bon appetit Agnes! Bo akurat byłam na przerwie i zajadałam się naleśnikiem z serem raclette.

Wczoraj Fabian zdecydował, co chce dostać na urodziny. Nic materialnego. Jednym z jego prezentów była piosenka w moim wykonaniu. Odkąd steruję emisję głosu tylko za pomocą przepony, śpiewanie i krzyczenie przychodzi mi z łatwością i jest na pewno milsze dla ucha (i mojego gardła).