jeudi 7 février 2013

Petite mélodie...

Jakieś 4 i pół roku temu przetłumaczyłam moją pierwszą piosenkę. Było to Compter sur toi Emmanuela Moire. I wtedy bycie tłumaczem na dłuższą metę wydawało mi się najlepszym pomysłem na świecie. Dlatego założyłam bloga, zawzięcie tłumaczyłam, bawiłam się i miałam nieziemską satysfakcję. Po przetłumaczeniu ponad 450 piosenek, blog zamarł. Wiem. Z mojej winy... Bo się przeprowadziłam, bo zajęłam się czymś innym, bo nie miałam czasu... Bo też coś się we mnie wypaliło i jeśli zasiadam do tłumaczenia, to tylko dlatego, że naprawdę mam ochotę podzielić się tą piosenką z innymi. Większej motywacji nie mam...
W tym samym czasie rzuciłam tę wymarzoną romanistykę, którą ciągnęłam przez 3 lata... Z tym, że kiedy na 3 roku dotknął mnie język handlowy, dotarło do mnie, że tłumaczenie to nie tylko piosenki, musicale i literatura, ale głównie prawo i ekonomia. Bardziej kręciło mnie moje seminarium licencjackie: Historia i ewolucja teatru XIX i XX wieku.

Przyznaję, że moja rodzina widziała mnie już z tytułem magistra filologii romańskiej i tłumacza przysięgłego w ręku, więc nie jest zbyt zachwycona faktem, że rzuciłam studia na rzecz... cóż... dużo mniej pewnego zawodu. W dodatku bardzo nalega, żebym pociągnęła dwa kierunki. Myślałam o tym dosyć intensywnie. Zbliża się moment zapisów na Sorbonę... Coraz częściej zadawałam sobie pytanie czy chcę kontynuować romanistykę... a nawet nie romanistykę a sam język francuskim, czy literaturę... I im bardziej wchodziłam w teatr, tym częściej na te pytania pojawiała się odpowiedź: NIE. Owszem, czasami brakuje mi siedzenia w książkach czy ćwiczeniach. Robiłam to przez trzy długie lata, ale nie lubię się do niczego zmuszać. Długo przeglądałam strony Sorbony, myśląc co zrobić. Z jednej strony zobowiązuje mnie obietnica: będę miała tego waszego magistra. Z drugiej zobowiązuje mnie pasja, w którą muszę włożyć dużo pracy i nie rozpraszać się niczym innym.

W końcu zawędrowałam na stronę Paris 8 i doznałam lekkiego olśnienia, które po dyskusji z paroma osobami okazało się świetnym pomysłem. Skoro zapału do romanistyki mi brak, a papierek muszę mieć dla świętego spokoju, to czemu nie połączyć przyjemnego z pożytecznym i nie pójść na teatrologię? To jest coś co mnie pasjonuje. Przy okazji rozwinę się też w kierunku teoretycznym. Będę miała więcej możliwości zawodowych potem.

No a Petite Melodie? Może kiedyś wrócę tam jakoś na stałę... Na razie tylko pan Fabiański zadowala się moim wieczornym nuceniem mu do ucha Compter sur toi.