mardi 26 février 2013

Pied a terre.

Są takie chwile, kiedy życie weryfikuje przyjaciół i priorytety.
Nienawidzę tych chwil. Szczególnie kiedy chodzi o przyjaciół. Kiedy dowiaduję się na kogo tak naprawdę mogę liczyć.
Musiałam to przeżyć półtora tygodnia temu i dopiero dziś, mogę stwierdzić, że wyszłam z tego obronną ręką. Kilka osób skreśliłam, kilka miło mnie zaskoczyło.

Wszystko, co działo się w moim życiu przez ostatnie półtora tygodnia, było conajmniej ciężkie. Mam wrażenie, że ten tydzień trwał rok, a to było tylko 10 dni...

Dlatego teraz, siedząc w moim własnym mieszkaniu, na moim własnym łóżku, patrzę na nierozpakowane jeszcze walizki i worki, i nie mogę uwierzyć. Ani w to, co się stało, ani w to, że w końcu mam swoje mieszkanie. Na moje nazwisko, na normalny kontrakt, bez współlokatora.
Fakt faktem, że to nie jest w Paryżu, ale zawsze marzyłam o domku na wsi, mimo że Pierrefitte nie jest taką wielką wsią, i o mieszkaniu na poddaszu. No i mam moje 25m na poddaszu.
A przede wszystkim mam niezależność.

Do szczęścia brakuje mi już tylko czarnego kota.