vendredi 8 février 2013

Przez żołądek do...

Kiedy miesiąc temu przeprowadzałam się do St Mande, nie przypuszczałam, że wychowam sobie fana polskiej kuchni.
Zaczęło się niewinnie: najpierw to Fab przygotowywał nasze wspólne kolacje. Uwielbia gotować, więc nie miałam nic przeciwko. Pewnego dnia, w ramach wdzięczności, przejęłam stery w kuchni i przygotowałam polską kolację: gołąbki.
Tak, wiem, że gołąbki to bardziej obiadowa potrawa, ale przeszłam na system francuski, czyli w południe jem mało, za to wieczorem pozwalam sobie pofolgować. Bardzo mi to odpowiada, tym bardziej, że staramy się z Fab jeść kolacje razem. 
Gołąbki bardzo mu zasmakowały i od tamtego dnia, co jakiś czas pytał mnie kiedy ugotuję mu coś polskiego. I tak na stole pojawiały się kotlety mielone, pierogi z kapustą i grzybami... W czasie jednej z rozmów z moim tatą przez telefon, wpadłam na pomysł zrobienia bigosu. Bigos powstał pewnego dnia, a ja pratycznie nie zdążyłam go powąchać... Fab wciągnął go szybciej niż zdążyłam się zorientować... Żałowałam, że nie zdecydowałam się na wrzucenie do gara 3kg kapusty... 
Teraz mamy praktycznie polski tydzień w domu, ponieważ zbliżają się urodziny Fab. Niestety nie będę mogła ich świętować razem z nim (praca...) i nie miałam specjalnego pomysłu na prezent, więc postanowiłam rozpieścić go w ten sposób...
Zaczęliśmy od kiełbasy podwawelskiej... Spotkał ją taki sam los jak mój bigos... Również praktycznie jej nie powąchałam. W dodatku Fab nauczył się wymawiać (i pisać) kiełbasa podwawelska i osobiście pojechał do polskiego sklepu żeby zrobić zapas. Po prostu zakochał się w polskiej kiełbasie. Potem był gulasz i polski kebab, tzn. ten z Knorra. Pan Fabiański się rozpływał... 
W końcu przyszedł mi pomysł na prezent. Prosty i od serca... Fab uwielbia czekoladę, więc zrobię rasistowskie ciasto mojej babci, czyli murzynka. Żeby przypadkiem ciacho nie zniknęło z formy w przeciągu 10 minut, w jego ukryciu pomoże mi siostra Fab, która przyjeżdża jutro i jedna ze wspólnych znajomych rodzeństwa Richard, która przechowa ten tort urodzinowy do imprezy. 
Dziś za to, żeby odwrócić uwagę Fabiańskiego od dziwnej ilości kakaa w szafce, upiekłam szarlotkę. Przypuszczam, że rano nie zostanie po niej nawet najmniejszy okruszek... ;)

P.S. W odpowiedzi na mailowego anonima...
Na tym blogu NIE pojawią się moje prywatne zdjęcia z Fabianem. Nie pojawią się, bo nie pojawiają się nawet na naszych facebookach. Nie pojawią się, bo ich nie robimy. Nie mamy potrzeby robienia dzióbków czy całowania się przed obiektywem, a potem upubliczniania tego jako zdjęcia profilowe, w tle czy inne. Nie zmieniłam nawet statusu na "w związku", bo kogo to obchodzi. Zdjęcia Fabiana, które tu zamieszczam, pochodzą z jego oficjalnego Facebooka (czyli każdy może sobie wejść i je zobaczyć). Moje zdjęcia to moje zdjęcia. Robię z nimi co chcę.
Co do pisania o wspólnym mieszkaniu, to nie mamy nic przeciwko. Zazwyczaj są to anegdodtki z życia wzięte. Bardziej prywatne rzeczy tu się po prostu nie pojawią.

Dla zaspokojenia ciekawości anonima mogę opublikować tylko jedno zdjęcie, które Fabian mi zrobił. Dawno temu, galette des rois.