lundi 4 mars 2013

Klient nasz...

Jeśli chodzi o kelnerów to prawda zawiera się w filmiku i 2 animacjach.




Kiedy czekam aż kelner przyniesie mi rachunek.
Kiedy kelner przechodzi obok mojego stolika i mnie ignoruje.
Tyle na temat mojej pracy. Dziś porozmawiamy sobie o klientach.

Klientów Creperie Beaubourg dzielimy na:
- stałych
- fajnych
- upierdliwych

Mamy też podkategorie typu:
- alkoholicy
- wolnomyślący
- turysty
- japońce
- wózkarze lub rodzice z dziećmi
- idioci
- grupy

Najszybciej obsługiwani są stali klienci. Kiedy tylko widzimy, że do restauracji zbliża się znajoma twarz, jedna osoba wklepuje zamówienie, druga je realizuje. To jedyny typ klienta, za którym nie latamy z kartami. Po prostu wiemy, co zamawiają. Między sobą nazywamy ich daniami, które biorą. Tak więc mamy starszego dziadka, Papi Menu, który zawsze bierze nasze stałe Menu z koszyczkiem chleba i karafką wody. Bez chleba nie zacznie jeść swojego dania. Pojawia się w prawie każdą niedzielę równo w południe. Następnie jest Monsieur Menhir. Fajny facet, po 30. Zawsze zamawia naleśnika Menhir z dzbankiem cydru. Na deser albo naleśnika z karmelem (Gwendy), albo z cukrem (Beurre et Sucre), albo z bananem, czekoladą i migdałami (Valentine). Do tego kawa. Zazwyczaj Costa Rica albo Moka. O 13 wpada Monsieur Sud-Ouest sans tomates. Pracuje w Centrum Pompidou, więc na przerwie, jak ma ochotę, to przychodzi do nas. Zamawia albo Sud-Ouest bez pomidora, albo Laita. Do tego 25ml wina. Mniej-więcej co 2 tygodnie, wieczorem mamy też Madame Pleyben. Miła pani w średnim wieku. Prawie się nie odzywa. Oraz Messieurs Galette Fromage - ojciec i syn, którzy zawsze zamawiają naleśniki z serem, a potem syn bierze jeszcze 2 gałki lodów czekoladowych. Inną stałą parą jest też Papi et Petit-Fils. Co 2-3 tygodnie, dziadek z wnuczkiem przychodzą na kolację. Wnuczek bierze naleśnika Speciale, dziadek sałatkę Auvergnate i piwo.
Stałymi klientami są też Polka i jej mąż Amerykanin, wykładowcy z Harwardu. W Paryżu spędzają 3 miesiące na jesieni i 3 miesiące na wiosnę. Do Creperie Beaubourg przychodzą od 13 lat, czyli od samego otwarcia. Czekam na ich przyjazd w marcu lub kwietniu, bo bardzo się z tą panią polubiłyśmy.

Fajny klient to taki, z którym da się pogadać czy pośmiać. Ten typ zdarza się rzadko. Zazwyczaj można go rozpoznać albo po zagadywaniu, albo po podziwie kiedy nie notuję zamówienia dla 6 osób. Zazwyczaj są to geje. Wczoraj trafił mi się taki stolik: przed 19 w restauracji pojawiło się 4 facetów z pytaniem, czy mamy stolik dla 6. Nie mieliśmy, więc postanowili poczekać na tarasie. Po jakimś czasie ruszyłam na taras żeby zaproponować im coś do picia. Poprosili żebym wróciła za 5 minut, bo brakująca 2 właśnie dotarła i coś wybiorą. W ciągu tych 5 minut akurat zwolnił się stolik, więc wyszłam i chciałam przywołać ich ruchem dłoni, co by nie drzeć się nad uchem kolegi. Jeden z nowo przybyłych panów, całkiem przystojny zresztą, był nieco zszokowany, reszta się z niego śmiała. Conajmniej jakbym składała mu propozycję zaszycia się w kiblu dla personelu... Przy stoliku urządzliśmy sobie dwuznaczną dyskuję.
Ze dwa miesiące temu, do restauracji zawitała parka. Podchodząc do stolika, żeby sprzątnąć talerze, spytałam jak zwykle czy smakowało. Facet z pełną powagą na twarzy odpowiedział mi: C’était dégueulasse!, a potem, widząc moją minę roześmiał się. Oczywiście, że mu smakowało.

I to by było na tyle, jeśli chodzi o miłych klientów. Teraz będzie mniej przyjemnie.

Upierdliwy klient to taki, który:
- woła kelnera z drugiego końca sali. Najlepiej jeśli ten kelner nie pracuje w strefie, gdzie klient siedzi.
- co minutę przypomina sobie, co jeszcze chciałby zamówić.
- oburza się jeśli nie ma wolnego stolika, a jeśli takowy widzi to koniecznie chce przy nim usiąść i kiedy mówi mu się NIE, stoi jak krowa w przejściu.
- chce na siłę zmieniać stałe menu.
Najbardziej wkurza oczywiście numer ze stolikami. Czasami mam ochote powiedzieć takiemu gościowi: Nie umiesz liczyć baranie? To jest stolik dla 6 osób, a nie dla 2. Jak mi grupa wpadnie to gdzie ja ich posadzę?! To chyba oczywiste, że lepiej stracić 2 klientów niż 6, tym bardziej, że taka grupa z reguły więcej zamawia, a ty (jeśli jesteś obcokrajowcem) chcesz sobie tylko wypić kawkę i zjeść naleśnika z cukrem. 

Klient upierdliwy ma też swoje podtypy.

Pierwszym podtypem jest alkoholik. Czyli stolik, który co 5-10 minut zamawia nową butelkę lub dzbanek i siedzi do oporu w restauracji. Ewentualnie traktuje restauracje jak bar i przychodzi tylko się napić, a potem jest zdziwiony, że nie serwujemy alkoholu bez posiłku.
Czasami alkoholicy są fajni.

Typ wolnomyślący to najbardziej czasochłonny podtyp klienta upierdliwego. Działa on następująco: podchodzę do stolika i rzucam bardzo proste pytanie: Vous avez choisi?! Klient odpowiada mi: oui, oui. A potem dopiero zabiera się za wybieranie dań i napojów. A ja sterczę jak ten kołek przy stoliku czekając aż w końcu raczy się zdecydować. Drugim przykładem wolnomyśliciela jest klient, którego pytamy 3-5 razy w równych odstępach czasu czy coś wybrał, a on nie może się zdecydować. Zazwyczaj są to pary, które trzymają się za rączki...
Do tego podtypu należą również japońce.

Japońce, a konkretniej wszyscy przedstawiciele rasy azjatyckiej, to najbardziej upierdliwy i wkurzający klient. Dlaczego? Japońce NIGDY nie zostawiają napiwków. Japońce nie mówią po francusku, po angielsku częściej, ale ciężko ich zrozumieć. Jeśli japoniec mówi po francusku to znaczy, że mieszka we Francji. Japońce bardzo długo myślą. Jak już w końcu coś wybiorą, a kelnerom brakuje już cierpliwości do ich stolika to albo drą się na całą salę: SILWUPLE! albo łapią najbliższego kelnera za rękę (tak, tak! za rękę!), albo siedzą z podniesioną ręką i czekają na zbawienie. Japońce robią zdjęcia wszystkiemu zaczynajac od jedzenia... Innymi słowy: japoniec jest tak charakterystyczny, że się go wyodrębnia z podgrupy: turysta.

No a turysty... Cóż... Starsi Angole zazwyczaj są fajni, Amerykanie zostawiają napiwki, Niemcy mnie wkurzają, Hiszpanie próbują składać zamówienia po hiszpańsku, Włochom nigdy nic nie pasuje. Młode Angole próbują mówić po francusku, ja im odpowiadam po angielsku, żeby się nie męczyli.
Jednak najbardziej wkurzającą cechą turysty jest to, że nie chce uchodzić za turystę.
Taki turysta spaceruje sobie po Paryżu ze swoim aparacikiem. Nieważne czy słońce, deszcz, śnieg, wichura... On zwiedza. Nagle na horyzoncie pojawia się restauracja czy kawiarnia z tarasem. Turysta dostrzega ogrzewanie, więc stwierdza, że to takie francuskie, jeśli siedzi się na tarasie w środku zimy, kiedy na dworze leje. I rozsadza się na tarasie! Następnie zamawia 5 gorących czekolad i 10 herbat, bo musi się ogrzać, a my klniemy na pogodę. Potem pojawia się kolejny turysta, który widząc już kogoś na tarasie, stwierdzi, że to takie francuskie... i tak dalej, i tak dalej...
Turysty lubią też samodzielnie wybierać sobie stolik. Wchodzi taki turysta na salę i prze naprzód do upatrzonego stolika nie reagując na zaczepki ze strony kelnerów. Na sali zazwyczaj nie udaje mu się zająć upatrzonego miejsca, ale na tarasie ma większe pole do popisu. Turysta ma gdzieś, czy stolik jest pusty, czy coś jeszcze na nim stoi. Siada i czeka. Kiedy czekanie mu się nudzi, wołą kelnera, który akurat się napatoczy (zazwyczaj kelner nie zajmuje się tą strefą) i oznajmia mu, że przybył, a nikt mu jeszcze stolika nie wyczyścił i nie podał kart. Jeśli trafia na mnie to klient się oburza kiedy oznajmiam mu, że to nie moja strefa działania, nie znam jej klientów, więc nie wiem, kto się usadowił gdzie i czy oni dopiero przyszli, czy właśnie skończyli jeść. Gdyby raczyli poczekać aż kelner wskaże im miejsce to nie byłoby tego problemu.

Bardziej od turystów, wkurzają nas rodzice z dziećmi. Kiedy rodzina ogranicza się do 4 osób, dzieci są w przyzwoitym wieku, to jeszcze ujdzie... Najgorsze są większe rodziny lub takie, gdzie dzieciaki mają po 2-4 lata i/lub rodzice nie są w stanie/nie chcą ich utrzymać w miejscu. Wtedy dzieciaki biegają, tarzają się po podłodze, wrzeszczą, płaczą i wkurzają wszystkich do okoła. Najfajniej jest wtedy, kiedy ma się w rękach 3-4 gorące talerze, dzieciak floterujący podłogę tarasuje przejście, a rodzice nie reagują. Może jak kiedyś takiemu gówniarzowi gorący talerz lub jego zawartość wyląduje na twarzy, to rodzice się nauczą...
Czasami restaurację atakuje zorganizowana grupa 2 rodzin z dziećmi, albo gorzej: z dziećmi w wózkach. Zazwyczaj jest to 6-10 osób. Wózki oczywiście muszą stać w przejściu, dzieciaki biegają, drą się... Wczoraj przyszła rodzinka i oznajmia mi, że będzie ich 4 lub 6. Posadziłam ich więc przy stoliku dla 6 osób, gdzie łatwo mogę odsunąć stolik dla 2 osób. 15 minut później, wracając na salę, zdałam sobie sprawę, że przy tym stoliku zrobiło się zbyt tłoczno i 2 osoby siedzą w przejściu. Okazało się, że rozmnożyli się do 8 (4 dorosłych i 4 dzieci). Spytałam Sachę, co zrobić z tym fantem. Możemy w końcu złączyć 2 stoliki po 4 osoby, które jeszcze były wolne i ich przesadzić. Stoliki złączyliśmy, dzielnie podeszłam do grupy.
Moi: W końcu, jest was 8?
G: Tak.
Moi: W takim razie zapraszam was do stolika dla 8 osób, żebyście nie byli tak ściśnięci.
G: Ale nam tu jest dobrze. 2 osoby siedzą na końcu stołu, nie jesteśmy ściśnięci.
Moi: Tak, ale jak 2 osoby tak siedzą to ja będę musiała nauczyć się latać, bo nie mam jak przejść.
G: No jak to? Przecież jest miejsce...
Moi: Ale zaraz go nie będzie, bo będę musiała kogoś posadzić przy stoliku obok. Przygotowałam państwu stolik dla 8 osób.
G: Ale to za blisko drzwi.. To my się ściśniemy, bo dobrze nam tutaj.
Moi: To w takim razie, musicie państwo wziąć dzieci na kolana, bo ja potrzebuję 2 krzeseł do innego stolika.
No i się ścisnęli, a mojemu koledze powiedzieli, że nie jestem aimable. Przepraszam, ale taka jest moja praca to po pierwsze, a po drugie niech się nauczą liczyć, bo 6 a 8 mimo wszystko robi różnicę.

Przykład tej rodzinki zaliczał się do grupy: idioci.
Klient idiota to taki, który chce się usadzić przy stoliku dla 6 osób kiedy jest ich tylko 2, albo na odwrót. Próbuje zmieniać stałe menu, albo zamawia menu, a potem dziwi się, że dostał coś innego niż myślał (np. że na deser w menu jest tylko naleśnik z cukrem i nie może dodać bitej śmietany). Klient idiota pyta również o bieres pressions, wifi i przychodzi o 22:58, kiedy kończymy serwis o 23...

Ostatnim podtypem upierdliwego klienta są grupy. Czyli 8-20 osób, które chcą koniecznie, bez rezerwacji, zjeść u nas. W południe i wieczorem to jest po prostu niemożliwe, więc odsyłamy ich z kwitkiem. Ale zdarza się, że niestety mamy wolne stoliki i nie mamy specjalnego wyboru. Raz do restauracji weszło 15 osób i samodzielnie usiadło przy stolikach. Bez żadnego dzień dobry ani pocałuj mnie w d.... Oczywiście turysty...

To tyle jeśli chodzi o klientów Creperie Beaubourg. Mogłabym wymieniać jeszcze sporo takich sytuacji, ale nie wiem ile zajęłoby mi pisanie. Czasami może się wydawać, że nie jestem aimable dla klientów, że powinnam się uśmiechać i być ciągle miła, ale nie mam takiego obowiązku jeśli klient jest upierdliwy. Poza tym w restauracji, ja jestem u siebie, a nie klient, więc mam prawo odmówienia serwisu.