mercredi 13 mars 2013

Tombe, tombe, tombe... la neige...

Kiedy patrzę przez okno i myślę, że w ubiegłą sobotę, było 15 stopni i cudowne słońce, to nie mogę uwierzyć.
Paryż przeniósł się na Syberię.
Zaczęło śnieżyć w poniedziałek, ale nie myślałam, że śnieg się utrzyma. Wczoraj rano zastałam zasypane podwórko i dachy. Dziś zaspa przy moich schodach pewnie sięga mi już do kolan...



I może i bym się cieszyła z tego marcowego powrotu zimy, gdyby nie to, że śnieg w Paryżu oznacza klęskę żywiołową. Autobusy wczoraj nie jeździły, tramwaje też ledwo co, rer miał opóźnienia, wszystkie linie metra, które w jakiejś części są odkryte również.
Wracając z pracy, czekałam na Chatelet-Les Halles 2 godziny (!) aż w końcu ten cholerny pociąg się doczłapie. I w sumie nie rozumiem skąd się wzięło to gigantyczne opóźnienie! Pociąg jechał normalnie i jak zwykle w 15 minut dotarłam do Pierrefitte. Z tą różnicą, że zamiast o północy, byłam w domu o 2 nad ranem.
Dzisiaj sytuacja pewnie jest bez zmian.

Pocieszenie przynieśli mi rodzice pana F. W Hawrze sytuacja prezentuje się podobnie, ale przynajmniej tramwaje jeszcze działają.

Hawr
Hawr
Za to pan Ch. nie ma najmniejszej ochoty wracać ze swoich Pirenejów. Kilka dni temu żałował, że wyjechał, teraz cieszy się, bo w Perpignan nie ma śniegu.