jeudi 4 avril 2013

A poil.

Jakiś czas temu opowiadałam znajomemu z Niort o spektaklach, w których niedawno grałam: Chez Feydeau i Le Ponymenteur. Szczególnie skupiłam się na opisie Le Ponymenteur, ponieważ był to spektakl, któy napisaliśmy sami. Z całego opisu, mój znajomy zatrzymał się na jednej scenie, którą nazwałam Tableau 3 Le violoncelle. W tej scenie, Lucie grała obraz w muzeum, kobietę z wiolonczelą. Przewodniczka (Marie) oprowadzająca grupę, po zamknięciu muzeum wraca do tego obrazu. Kobieta w obrazie ożywa, zaczyna grać. Przewodniczka wchodzi do obrazu, zabiera kobiecie wiolonczelę, a potem maluje na jej plecach efy i gra na nich swoją melodię. W opisie tej sceny ujęłam całość troche niezręcznie, bo napisałam, że Marie rozbiera Lucie. I to właśnie słowo dało do myślenia mojemu znajomemu. Zaczął stawiać mi pytania jak aktor zachowuje się w takiej sytaucji (scena rozbierana), co się wtedy odczuwa i tak dalej...

Kiedy odpisywałam na tego maila, nie mogłam odnieść się do podobnej sytaucji z mojego życia. Pozowałam jedynie siostrze pana Ł. rok temu, ale nie była to rozbierana sesja. Na scenie jeszcze się nie rozbierałam. Lucie nie była skrępowana, ale w jej przypadku myślę, że pomagał jej fakt, że stała plecami do publiczności i w takim miejscu na scenie, że nikt nie widział jej piersi oprócz Marie, która z nią grała. Odpisując na tego maila starałam się postawić w miejscu Lu i znaleźć emocje, które towarzyszyłyby mi osobiście. No bo w końcu nie tylko mój facet oglądałby mnie nago, ale też ileś osób na widowni, pół szkoły i wszyscy nauczyciele. Po dłuższych przemyśleniach, stwierdziłam, że podeszłabym do tego, jak do każdego innego trudnego zadania, jakie przede mną stawiają. Czyli odizolowałabym moje prywatne lęki i potraktowała to jako pracę, kolejną rolę, którą muszę zagrać. Skoro umiem wyłączyć swoje prywatne myśli kiedy jestem na scenie grając La soeur, Emilie czy Henriette, to umiałabym też to zrobić zdejmując z siebie ubrania.

No ale to było ponad tydzień temu...
W ubiegły piątek spotkałam się w owym fotografem, który zaczepił mnie na Montparnasse, żeby rozeznać się w jego projektach i zobaczyć, czy mam ochotę brać w nich udział. Okazało się, że jeden z projektów (Perles) przewiduje pozowanie nago, na które oczywiście nie musiałam się zgodzić. Jednak zdjęcia innych modelek były tak piękne, że pomyślałam: czemu nie?! W dodatku oglądając zdjęcia w głowie miałam już pełno pomysłów na inne zdjęcia, niekoniecznie związane z tematyką projektów. Umówiliśmy się na sesję na tę środę (czyli na wczoraj).
Poinformowałam tylko najbliższych znajomych o charakterze tej sesji, Ch. wiedział tylko, że biorę udział w jakimś projekcie fotograficznym. Nie poinformowałam go o charakterze sesji, nie dlatego, że mu nie ufam, ale dlatego, że poprosiłam Alaina, o kilka dodatkowych zdjęć właśnie dla niego. No i tak z potrzebnymi, ewentualnymi kostiumami ruszyłam wczoraj rano na Belleville.

Sesja się udała, chociaż kilka minut w niezbyt wygodnej pozie było dosyć uporczywe. W sumie w studiu spędziłam 4 godziny. Jak się czułam pozując nago? Swobodnie. Nie myślałam o niczym (chyba, że bolały mnie plecy albo kolano. Ewentualnie było mi zimno). Nie byłam też skrępowana, ale też nie byłam tak bezpośrednia jak w towarzystwie Ch. Po prostu weszłam w rolę, tak jak na scenie. Myślę, że wyszły nam piękne zdjęcia.

W drodze do Ikei, Ch. dopytywał się jak sesja i na czym polegały te projekty. Naciskał do tego stopnia, że powiedziałam mu o nagich zdjęciach. Najpierw się zdziwił, a potem spytał tylko, czy jestem pewna, że Alain ich nie wykorzysta inaczej i czy będzie mógł je zobaczyć. Powiedziałam mu też, że kilka zdjęć zrobiłam specjalnie dla niego.
Miał minę dziecka, które właśnie dostało wymarzony prezent.

PS. Nie, nie zobaczycie mnie na stronie porno. ;) Za to pod koniec roku na wystawie.