lundi 15 avril 2013

Good night.

Jest już prawie 4 w nocy, a ja nadal nie śpię.
Kilka godzin temu wróciłam wyczerpana z pracy. Mieliśmy 26 stopni w cieniu, piękne słońce i ani jednej chmurki na niebie. A co za tym idzie pełny taras i masę roboty. Noc też jest na tyle ciepła, że idąc ze stacji do domu zdjęłam kurtkę.
Lubię moje niedzielno-poniedziałkowe powroty do domu. Kiedy wiem, że teraz mam 5-dniowy weekend i nigdzie mi się nie spieszy. Szczególnie po takim tygodniu jak ten ostatni, kiedy tłumaczyłam piosenki między skręcaniem mebli, korepetycjami i innymi pierdołami. Na spokojnie biorę prysznic, piję herbatę lub kieliszek wina, słucham muzyki, czytam...

Meble już skręcone, ale moje graty nadal czekają na uporządkowanie. Jestem z siebie dumna, bo nikt nie pomagał mi w złożeniu tego lego dla dorosłych i myślę już o kolejnych zakupach. Wicie mojego własnego gniazdka sprawia mi niesamowitą przyjemność.

Gdzieś w okolicach sierpnia powitam w domu nowego lokatora. Koleżanka z pracy spytała mnie czy nadal jestem chętna na kota, bo kotka jej brata akurat będzie się kocić za jakiś miesiąc. Oczywiście, że jestem chetną na sierściucha w domu!
Ale zanim to nastąpi muszę spełnić moje małe marzenie. Może nawet w przyszłym tygodniu...

Tymczasem chyba czas już iść spać...
Szkoda tylko, że druga połowa łóżka na razie zostaje pusta. Pan Ch. woli się wyspać przed pracą w przeciwieństwie do mnie... Cóż... Ja do mojego nowego łóżka jeszcze nie mogę się przyzwyczaić.