mercredi 10 avril 2013

Weekend

W ubiegły weekend miałam świetny humor sponsorowany przez pana Ch. (patrz poniżej). Absolutnie nic nie było w stanie mnie wyprowadzić z równowagi. Nawet najbardziej upierdliwy klient, a było ich sporo, bo zza chmur wyszło słońce. Jednak jeden stolik zrobił nam prezent: kupił szampana za ponad 50€ i wypił tylko 1/4 (w dodatku mieszając go z sokiem pomarańczowym). Tak, to byli turyści. Cóż... Wieczorem czuliśmy się w obowiązku opróżnić pozostałe 3/4 tej butelki.
Sobota upłynęła nam pod hasłem: pytania egzystencjonalne, latające lody waniliowe i żonglowanie jajkami. Pytania zadawała Kelly. Mi się trafiło: Que tu aurais fait, si tu avais été moche? (Co byś zrobiła, gdybyś była brzydka?). Prawie rozlałam cydr, który właśnie nalewałam do dzbanka. Zaskoczyła mnie do tego stopnia, że spytałam ją czy uważa, że jestem ładna. Odpowiedziała, że tak. Więc opowiedziałam jak kiedyś ktoś wmawiał mi, że jestem brzydka.
Wieczorem w kuchni, jeden z kucharzy bawił się jajkiem. Z Vi pokazałyśmy mu żeby to jajko rozgniótł. Chciał nas nabrać, że faktycznie to robi, i nie wiem jak to zrobił, ale jajko poleciało w górę, Kanthappu próbował je złapać, ale mu się nie udało. Dawno tak nie płakałam ze śmiechu... Dopóki dwie godziny później nie zostałam zaatakowana przez lody waniliowe. Weszłam do kuchni żeby odnieść talerze na zmywak, a przed moim nosem przeleciała kulka lodów. Spojrzałam na Taję, który również był w szoku, że lody na naleśnikach mogą mieć taki poślizg.
Niedziela, oprócz butelki szampana, minęła nam pod hasłem: curry. Nasi kucharze pochodzą ze Sri Lanki, więc mamy dostęp do wszystkiego, co hinduskie. Często przygotowują sobie tradycyjne potrawy przed otworzeniem restauracji. W niedzielę Shelia przygotował kurczaka curry. Przed moją przerwą spytał mnie czy chcę spróbować. Curry lubię, a prawdziwego indyjskiego curry nigdy nie jadłam. Poza tym to miła i smaczna odskocznia od naleśników, więc kilkanaście minut później dostałam kopiasty talerz ryżu z apetycznie pachnącym kurczakiem.
Jak normalnie mój posiłek jem ok 7 minut, tak tego kurczaka męczyłam 25... Nie dlatego, że było go dużo, nie dlatego, że mi nie smakował (był pyszny). Dlatego, że był piekielnie pikantny. A podobno
to była wersja mało pikantna. Nie chcę wiedzieć jak smakuje wersja pikantna...
Potem do końca dnia czułam to curry w żoładku.

A to sponsorowało i sponsoruje mój dobry humor.  Tak, nie szczędzimy sobie czułości. ;)