mardi 9 avril 2013

Rock in chair

Czyli pierwszy solowy album Florent Mothe!
Przyznaję, że czekałam na tę płytę od dawna i z niecierpliwością.

Florent Mothe usłyszałam pierwszy raz w Mozart l'Opera Rock i wtedy najbardziej zwrócił moją uwagę. W dodatku ma piękną barwę głosu i styl, który mnie przyciąga. W swoim czasie na okrągło słuchałam L'Assasymphonie.
Po MOR słuch o nim praktycznie zaginął. Nagrał parę piosenek, wystąpił na kilku koncertach, w tym z Ycarem śpiewając cudowną Arrete. W końcu gruchnęła wiadomość, że na początku 2013 roku wyjdzie w końcu jego solowy album.

Odkąd usłyszałam Je ne sais pas, praktycznie odliczałam dni do premiery. No i tak wczoraj po powrocie z pracy, zorientowałam się, że to TEN dzień. Natychmiast udałam się na odpowiednią stronę i kupiłam album Rock in chair w wersji elektronicznej. Mam nadzieję, że sąsiedzi nie mają mi za złe, że nie dawałam im spać do 4 nad ranem.
Cóż... Nie żałuję ani centa. Płyta idealnie wpisuje się w mój gust, lekko rockowa, trochę romantyczna i ten głos... Rusza mnie jak tylko jej słucham, ładuje pozytywną energią. W dodatku zdaję sobie sprawę z tego, że wersje koncertowe są o wiele lepsze, więc aż boję się pomyśleć, co to będzie skoro każda piosenka jest już idealna.

Album Rock in chair zawiera 14 piosenek (w tym 2 bonusy):

Arrete. Piosenka, którą Florent nagrał pierwotnie z Ycarem. Na albumie pojawia się w wersji solo, ze zmienioną lekko aranżacją i słowami. Uważam, że pierwotna wersja w duecie była lepsza.
Love. Na chwilę obecną jest to piosenka, która najbardziej wpadła mi w ucho. Fajna gitara, jeszcze lepszy wokal. Słowa też fajne.
Je ne sais pas. Pierwszy singiel. Prawdę mówiąc bałam się, że cała płyta będzie tak popowa jak ta piosenka. I ze smutnymi tekstami o miłości. Na szczęście nie. Mimo że piosenkę lubię i słuchając jej miałam często deja vu, że już te słowa słyszałam z ust Ch., to uważam, że odstaje trochę od reszty albumu.
Les blessures qui ne se voient pas. Mój drugi coup de coeur po Love. Tekst, muzyka i wokal są po prostu perfekcyjne. Trochę podchodzi pod balladę, ale nie do końca. Za każdym razem, gdy słuchałam tej piosenki w rerze czy w metrze dzisiaj, zamykałam oczy i rozkoszowałam się tym, co słyszę.
Mes éléphants roses. To chyba piosenka, która najmniej mi się podoba. Mam wrażenie, że to inna wersja Song for a lunatic. Chaotyczna, rockowa, z dziwnym tekstem. Ale muszę przyznać, że refren wpada w ucho błyskawicznie: Mes éléphants roses ont de petits cul sexy.
Alleluia (C'est la crise). Kolejny smutny, romantyczny tekst. Ale tylko na początku. Piosenka bardziej wpada w ucho niż Je ne sais pas. Chociaż bardziej niż tekst przeraziły mnie cyfrowe wstawki. Utożsamiam Flo z gitarą i mieszanie electro z rock'n'rollem kompletnie mi nie pasuje.
Je roule des pouces. Mała, ale cudowna wstawka. Balladka, która tworzy fajny klimat. Szkoda, że nie jest dłuższa, bo świetnie się jej słucha. Coup de coeur.
Rocking chair. Kolejny coup de coeur. Fajnie buja w podróży i na peronie. Piosenka kompletnie w moim stylu.
Tu m'effaces. No i się doczekałam. Ballada. Smutna. W czystej teorii, płyta ma być zrównoważona i zawierać i ballady i szybsze kawałki, jednak moim zdaniem w przypadku Florent Mothe, ballady są zupełnie nie potrzebne. Sprawdza się w nich, owszem, ale wolę go w szybszych kawałkach. Piosenka sprawdza się jako kołysanka.
Astérisque. Jeszcze jeden coup de coeur. Piosenka opiera się na rytmie tekstu, a nie na muzyce, która jest po prostu tłem. Zacieram rączki przed tłumaczeniem, bo będę chciała oddać rytm tekstu, który swoją drogą jest piękny (mimo że dosyć specyficzny).
Tant de lendemains. Jeszcze jedna smutna ballada, ale zakochałam się w niej ze względu na tekst. Na razie tylko ze względu na tekst.
Open Space Circus (Tais-toi et chante). Widząc tytuł uśmiechnęłam się. A potem uśmiechałam się słuchając tej piosenki. Jest niesamowicie energetyczna. To przez nią nie spałam do 4! Teraz nawet chodzi mi nóżka... Coup de coeur.
Ma blonde et moi (Marylin). Pierwszy bonus w wersji akustycznej. Znałam tę piosenkę już wcześniej w wersji koncertowej. Tekst ma fajny, ale nie podchodzi mi muzycznie. Fajnie, że znajduje się na płycie, ale wolałabym żeby Flo wrzucił na jej miejsce Bye Bye, które absolutnie uwielbiam pod każdym względem.
Bohemian Rhapsody. Wersja akustyczna. Uwielbiam. Tyle. Piosenka mojego dzieciństwa. Uwielbiam ją zarówno w oryginale jak i w wersji Flo. Coup de coeur.

Jedyne, co mogę zarzucić Flo, to niestety współpraca z Pierrem Jaconelli (narzucona zresztą przez wytwórnię). Mam wrażenie, że Jaconelli ze wszystkimi wokalistami przerabia jedną aranżację. Po prostu leci na jedno kopyto i słyszę to niestety w niektórych piosenkach Flo jak chociażby Arrête. A szkoda, bo bez tego byłoby lepiej.


Poniżej możecie zobaczyć klip do Je ne sais pas oraz posłuchać kilku fragmentów piosenek.