vendredi 26 avril 2013

Sielankowo cd.

Że faceci to hipochondrycy, to wiedziałam od dawna... Jednak Ch. bije ich chyba wszystkich na głowę...

Zaczęło się od tego, że niezbyt dobrze spaliśmy... przez smsowego, pijanego natręta. Wibracje mojego telefonu podniosłyby umarłego z grobu, a co dopiero dwoje śpiących ludzi, więc kiedy rano znowu rozległo się nieznośne Wrrr, Ch. był gotów zadzwonić do natręta i powiedzieć mu, co o nim myśli. W dodatku byliśmy przekonani, że jest dopiero 7 rano.
Była 10 i tym razem natrętem okazała się Ina. Wraz z dźwiękiem smsa zostałam pozbawiona kołdry, ponieważ rozbudzony Ch. chował się przed oślepiającym słońcem. Chyba posłucham jego rad i zainwestuję w rolety.
Dla mnie 10 to jeszcze świt. Odzyskałam moją część kołdry, wtuliłam nos w jego szyję i spytałam, o której musi być w pracy. 14... Super! Już się ucieszyłam, że mam jeszcze 2 godziny słodkiego snu!
Nic podobnego...
Nie tylko Ina stwierdziła, że o 10 jesteśmy już na nogach, nasi rodzice byli tego samego zdania. W dodatku wszyscy czworo. Ledwo przysnęliśmy, zaraz rozdzwoniły się telefony. O 11 skapitulowałam i wyrzuciłam Ch. z łóżka do piekarni poprosiłam grzecznie Ch. żeby poszedł do piekarni. Sama w tym czasie wylegiwałam się w łóżku, a po telefonie Ch.: pain au chocolat ou croissant?, zwlekłam się żeby otworzyć fabrykę soku pomarańczowego. 4 piękne pomarańcze powędrowały do sokowirówki i kiedy Ch. wrócił z polowania na pain au chocolat, zastał kubek świeżego soku.


Pijąc moją porcję soku, z pięknymi pomarańczowymi wąsami rzuciłam niewinne: Tu sais, j'ai mal a la gorge...
I tu włączył się hipochondryzm Ch.
Wiesz, czasami nauczyciele, i aktorzy chyba też, tak mają, że sie blokują... Wiesz, jak mówisz, to może źle oddychasz i na początku to jest problem czysto fizyczny, ale potem możesz blokować się psychicznie. Po prostu zaufaj sobie i to przejdzie. Jesteś świetna w tym, co robisz!

Euh... Non, mon coeur, c'est juste le printemps qui me fait avoir mal a la gorge...

Ch. to ten typ faceta, który nie wychodzi z domu kiedy ma lekki katar lub kaszel. Następnego dnia ten katar lub kaszel przeradza się w zapalenie gardła/oskrzeli/zatok/płuc...

A jak już jesteśmy przy wiośnie... Dziś było u nas 32 stopnie. W cieniu. A przynajmniej to pokazywał termometr przy kościele. W każdym bądź razie było wystarczająco ciepło by wskoczyć w szorty i sandałki!